We can try another blend.

We can try another blend.
Avenged Sevenfold. Fikcja literacka.

czwartek, 15 sierpnia 2013

9.

9. Nikt tak nie kłamie, jak człowiek oburzony.

1 października 2011

Daniyah Moore kręciła się bez celu po swojej pracowni. Zaledwie kilka dni wcześniej oddano jej obrazy z wystawy urodzinowej, którą zorganizowali przyjaciele Dani. Teraz, kiedy w końcu je rozłożyła, zauważyła, że brakuje jednego. Pokręciła głową z niedowierzaniem.

- I weź tu człowieku zaufaj usługom kurierskim – mruknęła pod nosem. Ze zdziwieniem jednak odkryła, że nie obchodzi ją strata jednego dzieła. Brakowało jej czegoś zupełnie innego. Od przeszło miesiąca nie miała żadnego kontaktu z Warholem, Przystojniak nie dotrzymał swojej obietnicy i jej nie odnalazł, Nancia znikała na całe dnie i noce. Tylko Conrad usilnie starał się z nią skontaktować, na co ona z uporem maniaka nie odpowiadała. Frustracja jaka w niej narastała była nieznośna, a sama Daniyah była bliska rozpaczy. Musiała spojrzeć prawdzie w oczy; czuła się samotna.

- Brakuje mi seksu. – Powiedziała do siebie lekko wzdychając.
- Na to mogę akurat poradzić. – Przestraszona odwróciła głowę. – Dani, nie możesz mnie ciagle unikać.
- Skąd wiedziałeś, że tu będę? – Spojrzała na Conrada. W jej wzorku nie było pogardy, mimo że dało się ją wyczuć w jej głosie. Nie było też radości, czy nawet smutku. Sama pustka.

Nie odpowiadając podszedł i mocno ją przytulił.

- Możesz nie pałać do mnie sympatią, ale jednak trochę już cię znam – złożył czuły pocałunek na czubku jej głowy. Nie miała siły się sprzeciwiać i po prostu się do niego przytuliła. – Wyglądasz jakbyś chciała pogadać. Albo się upić. – Zaśmiała się cicho.
- Jedno nie wyklucza drugiego. – Odczepiła się od niego. – Ale jeden warunek. Żadnego seksu.
- Żadnego seksu. – Powtórzył składając prawą rękę na sercu w akcie obietnicy.

Nigdy by nie pomyślała, że z własnej nieprzymuszonej woli wyjdzie gdziekolwiek z Neesonem, ale w tamtym momencie było to jedyne, na co miała ochotę. W końcu już zaliczyła z nim trójkąt, więc nic gorszego nie mogło się im przytrafić.

#

- Promieniejesz mój przyjacielu. – Synyster Gates poczuł lekkie uderzenie dłoni na swoim barku. – Czyżby to dzięki Michelle?
- Zach, szczerze? – Spojrzał na kompana, a kiedy ten pokiwał głową, dokończył. – Szczerze to chyba tak.

Vengeance nie czekając na zaproszenie sprawnie otworzył sobie butelkę z piwem i pociągnął solidny łyk. Zachary spojrzał na Briana i zauważył, że ten znowu gdzieś odpłynął myślami. Byli już na północy Stanów, ale każdy z ekipy widział, że Haner myślami wraca do innego miejsca. Tylko nie widzieli jakiego.

- Gdzie jesteś? – Zapytał Syna.
- Hm?
- Właśnie o to pytałem. Błądzisz gdzieś myślami.
- Wydaje ci się. – Uciął mu Bri.
- Skoro tak twierdzisz.
- Tak, tak twierdzę. – Powiedział zbyt szybko i gwałtownie. – Sorry.

Nie mówiąc nic więcej wstał i poszedł w kierunku busa. Był z Michelle od przeszło miesiąca, od tamtej też pory nie miał kontaktu z Bellą. I mino że był szczęśliwy, bo musiał to przyznać chociażby przed sobą, to brakowało mu ciemnowłosej, a perspektywa, że zobaczy ją dopiero w grudniu tylko pogarszała jego stan. O ile w ogóle ją jeszcze zobaczę, pomyślał z przerażeniem. W końcu wcale nie musiała na niego czekać. Co więcej, nie mógł tego od niej wymagać, szczególnie teraz – kiedy był w związku z DiBenedetto. Poczuł wibracje w przedniej kieszeni spodni. Szybko wyciągnął telefon mając nadzieję, że zobaczy numer Belli.

Tęsknię za tobą. – Przeczytał.

Ja za tobą też, już niedługo – odpisał. Po chwili zastanowienia, dopisał: kocham cię, Chelle. Z wahaniem wcisnął ‘wyślij’.

Ja ciebie też, Bri.

Schował telefon do kieszeni rezygnując ze dzwonienia do Belli. Wrócił na swojej stare miejsce, by dopić piwo w asyście przyjaciół z kapeli. W końcu, albo rybki, albo akwarium.

#

- Dziękuję, że spędziłeś ze mną ten dzień. – Szczerość z jaką wypowiedziała te słowa zdziwiła nawet ją. Uśmiechnęła się do Neesona.
- Cała przyjemność po mojej stronie – Odwzajemnił jej uśmiech. Byli już prawie pod jej mieszkaniem. Niespiesznie krocząc po chodniku wymieniali się pojedynczymi zdaniami. Daniyah nie pamiętała kiedy ostatni raz spędziła tak normalnie dzień. Większość czasu przesiedzieli w małej kawiarni popijając słodką herbatę. Co prawda na początku miała ochotę na coś mocniejszego, ale zaraz przekonała się, że sama rozmowa jej wystarcza.
- Ciągle do mnie wracasz. Nie rozumiem tego. – Wyparowała w swoim zwyczaju Dani. Zobaczyła zdziwienie na twarzy Conrada.
- Jesteś tego warta, więc wracam. – Odpowiedział po chwili.
- Może wcale nie jestem.

Cisza zawisła w powietrzu. Conrad wpatrywał się w Moore, ona w swoje buty. Dopiero co zaczęłaś go lubić, a już to psujesz, ofuczała w myślach samą siebie. Już miała go przeprosić, kiedy on odezwał się pierwszy.

- Teraz ja nie rozumiem, dlaczego tak mówisz. – Powiedział cicho. – Na pewno wyczerpałaś wszystkie tematy do rozmowy?

Daniyah westchnęła ciężko. Nie mogła mu powiedzieć prawdy. Nie jemu.

- Tak, na pewno. Dzięki jeszcze raz. – Posłała mu słaby uśmiech i lekko uścisnęła na pożegnanie, zostawiając go z masą niewyjaśnionych kwestii.

#

Blondwłosa miała do siebie ogromny żal, za to, jak ostatnimi czasy traktowała swoją przyjaciółkę. Stan ten pogłębiał się w niej jeszcze bardziej, kiedy odpisywała na smsa od nowej znajomej. Skrzywiła twarz w grymasie, kiedy uświadomiła sobie, że mimo wszystko pójdzie się z nią spotkać. Póki co jednak siedziała w garderobie Dani szukając czegoś co chociaż wyglądałoby na ubranie sportowe i licząc, że nie spotka się z ciemnowłosą. Niestety, przeliczyła się.

- Nan, ty żyjesz!
- Yah, cześć.

Żadnego uścisku, całusa w policzek czy nawet zwykłego skinienia głową na dzień dobry. Zachowywały się jak obrażone kilkulatki w przedszkolu.

- Czyli nie czujesz się w obowiązku porozmawiać ze mną na jakikolwiek temat, ale za to unikanie mnie, włamywanie się do mojego mieszkania i okradanie mojej szafy jest dla ciebie okej? – Dani nawet nie uniosła swojego tonu. Po tak mile spędzonym dniu nie chciała kłótni.
- Dałaś mi swoje klucze, więc teoretycznie się nie włamuję i nie okradam, bo dałaś mi przyzwolenie nie przychodzenie tu, nawet pod twoją nieobecność.
- Zmień ten prawniczy ton – burknęła ciemnowłosa przechodząc do małej kuchni. – To nie zmienia faktu, że korzystasz z tego przywileju tylko wtedy, kiedy mnie nie ma ostatnimi czasu. – Podkreśliła ‘tylko wtedy’.
- Wiem, przepraszam. – Blondynka stanęła w drzwiach.
- Czego tak właściwie szukasz?

Nancia zawahała się.

- Idę na siłownię. – Powiedziała. – Przestań się śmiać!
- Przepraszam, ale nie umiem sobie ciebie tam wyobrazić, to po pierwsze. – Zakrztusiła się Dani. – A po drugie, skąd ci przyszło do głowy, że w moje szafie znajdziesz coś sportowego? – Dodała nie przestając się śmiać.
- Miałam cichą nadzieję, że jednak coś masz.. I tak, idę. Michelle mnie namó.. – Przerwała gwałtownie wiedząc, że popełniła błąd.
- Więc poproś Michelle, żeby coś ci przyniosła. – Chłodno powiedziała Daniyah. Odstawiła szklankę, z której dotychczas piła do zlewu. Przechodząc obok Clay, powiedziała – zamknij drzwi, kiedy będziesz wychodzić.

Wyminęła ją i jeszcze na korytarzu wyciągnęła telefon.

- Conrad, masz już jakieś plany na resztę dnia?

*

Będzie się działo? ;>

2 komentarze:

  1. Dzieje się, ciekawie się zapowiada!
    Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to jak piszesz <3 <3 Wracam z odchłanii melanchujni <3
    Love. Hope

    OdpowiedzUsuń