We can try another blend.

We can try another blend.
Avenged Sevenfold. Fikcja literacka.

sobota, 6 lipca 2013

8.

Hello!
Małe zmiany kolorystyczne nastąpiły ;)
Wydaje mi się, że odcinek wyszedł dość długi, ale mogę się mylić.
Z dedykacją dla WalkingDead, bo wiem, że masz lesbijską duszę <3

Enjoy!


8. Wszystkie wielkie myśli rodzą się podczas marszu.

23 sierpnia 2011, Los Angeles, godzina 17

Oczyszczenie.

Brian Haner powoli dopalił papierosa, trzeciego z rzędu. Popatrzył z obrzydzeniem na pożółkłe od tytoniu palce i z nonszalancją wyrzucił niedopałek. Westchnął przeciągle co wywołało ku jego zdumieniu odruch ziewu. Nie powstrzymał się i mimochodem podrapał po kroczu.

- Cześć oblechu. – Usłyszał gdzieś za sobą.
- Cześć łato pijacka – z uśmiechem przywitał swojego starego przyjaciela.

Matt Tuck, bo o nim mowa, przysiadł się do Gatesa, wcześniej witając się z nim nader uroczym, niedźwiedzim uściskiem. Sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, którą skierował w stronę Briana. Spotykając się z odmową, wyjął jednego i schował paczkę z powrotem do kieszeni.

- Niezła jest ta twoja Michelle – powiedział w trakcie przeszukiwania swojego ubrania w celu znalezienia zapalniczki.
- Może jeśli w końcu przestaniecie ją nazywać moją, to ona też w to uwierzy – odpowiedział z irytacją ciemnowłosy, jednocześnie odpalając przyjacielowi fajkę. – Co znowu zrobiła?
- Tak jak prosiliście pojechałem wczoraj po bliźniaczki. – Zaczął Tuck. – Ale z nimi nie ma tak łatwo, szczególnie jak we dwie się na coś uprą – zaśmiał się pod nosem. – Wylądowaliśmy na jakiejś wystawie sztuki, generalnie nie mam pojęcia o co chodziło, ale rozdawali wino.

Synyster zaczął się śmiać. Jedna pijana Dibenedetto to niemały problem, a kiedy były we dwie, zaczynał się prawdziwy koszmar.

- Ale to nic. – Kontynuował niewzruszony Matt. – Tam spotkały swoich znajomych i w sumie nie wiedzieć jak, wylądowaliśmy wszyscy w jednym klubie. – Przerwał na chwilę i zaciągając się papierosem zastygł w bezruchu. – Dan.. Daniel..? Daniyah! – Uniósł głos i obrócił głowę w kierunku Briana. – Stary, co to była za kobieta!
- Super, cieszę się, że miałeś udaną noc – Haner wywrócił oczami. Pomyślał o Belli i nagle poczuł silną potrzebę, by znowu zapalić.
- Właśnie nie! – Obruszył się Tuck. – Byłem tak blisko, ale dzięki twojej, nie twojej  – poprawił się pod naciskiem wzroku Syna - Chelle musiałem zrezygnować z tej piękności. – Westchnął ciężko.

Bri zmienił pozycję i teraz siedział z jedną nogą zgiętą w kolanie, drugą wyprostowaną, a ręce trzymał nad głową. Przez chwilę siedzieli w ciszy, każdy pogrążony w swoich myślach.

- Powiedziała, że jej się życie wali na głowę i uciekła. Pobiegłem za nią.
- Za kim? – Brian spojrzał kątem oka na towarzysza.
- Za Michelle.
- Aha. – Przeciągnął ostatnie ‘a’.
- Co ty tak właściwie do niej masz, Haner? – Matthew nie był pewien, czy aby przypadkiem nie wszedł na grzęski grunt, ale musiał znać odpowiedź. W końcu gdyby nie ta dziwna sytuacja między tym dwojgiem, pewnie teraz nadal zabawiałby się w łóżku z piękną kobietą.
- Nic. Wszystko. – Gates oparł ręce o kolana, kolejny raz zmieniając pozycję. Pochylił się i przejechał palcami po włosach. – Ona chce stałego związku. Stabilności.

Matt niespodziewanie wstał z ławki, na której dotychczas siedzieli.

- Może nie ma w tym nic złego? Ona jest w tobie zakochana, powinieneś dać jej.. dać wam szansę. – Spojrzał z góry na przyjaciela. Nagle uśmiechnął się szeroko. – Miej na uwadze, że wiecznie młody nie będziesz. Już widzę pierwszy siwy włos. – Pociągnął go za włosy z tyłu głowy i ze śmiechem zaczął uciekać przed rządnym zemsty i rozlewu krwi Brianem Hanerem.

#

Motyle.

Daniyah szybkim krokiem poruszała się po zaludnionym chodniku. Ciągle była sobota 23 sierpnia, a w jej głowie nadal był mętlik. Mimo że tego ranka postanowiła, że myśleć będzie dopiero jutro, to sen nie przyszedł z taką łatwością, na jaką liczyła. Nie mogąc wytrzymać w cichym mieszkaniu, nałożyła na siebie krótkie beżowe spodenki, zieloną koszulę bez rękawów i płaskie brązowe sandały. Teraz, kiedy prawie biegła, a pot przykleił jej ubranie do ciała, żałowała, że nie ubrała słomkowego kapelusza. Słońce niemal ją oślepiało i chociaż nie miała wyznaczonego celu swojej podróży, to zdziwiła się, gdy ujrzała przed sobą dom Warhola. Z jej gardła wydobył się warkot. Jak mogła myśleć o kochanku, kiedy losy jej i jej najlepszej przyjaciółki stały pod wielkim znakiem zapytania? Nie wspominając już nawet o Conradzie! Przelotem spojrzała na duży dom i z ulgą zobaczyła, że nie wygląda, by ktoś w nim aktualnie był. Doskonale zdawała sobie sprawę, że gdyby tylko zobaczyła Warhola nie umiałby odjeść. Zawróciła na pięcie i tym samym długim krokiem ruszyła w drogę powrotną.

Kiedy przed godziną wychodziła od siebie, Nancia ciągle była w łazience, dlatego odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła otwarte do niej drzwi.

- Nan? – Zawołała. Usłyszała jakiś pomruk ze swojej sypialni. – Co za burdel na kółkach – rozejrzała się po pokoju.
- Ten burdel jest niczym w porównaniu z tym aktualnym w mojej głowie. – Mruknęła Clay zbierając rzeczy z podłogi. Nawet nie spojrzała na ciemnowłosą.
- Kochanie.. – Dani podeszła do niej i przytuliła ją od tyłu tak, jak to w zwyczaju miała robić blondwłosa. Wyczuła jej spięcie. – Hej, co jest?
- Serio? – Gwałtownie się obróciła zrzucając tym samym z siebie ręce przyjaciółki. – Yah, spałyśmy ze sobą! I z Neesonem! – Skrzywiła się.
- Zdarza się nawet najlepszym – wywróciła oczami Moore. Podeszła do łóżka i ściągając sandały usiadła na nim po turecku.
- Ale nie mi! – Krzyknęła Nancia i ze złością rzuciła na podłogę dopiero co pozbierane ubrania.

Daniyah westchnęła głośno.

- Chodź tu. – Zarządziła.
- Nie. – Odburknęła Nan.
- Chodź tu. – Powtórzyła dobitniej ciemnowłosa.
- Nie!
- Cholero jedna! – Yah ze złością wstała z łóżka i jednym susem pokonała dzielącą je odległość.
- Czy ty właśnie zaklęłaś? – Zaśmiała się Clay.
- Tak. Bo jesteś taka.. cholera. – Z czułością wytarła zagubioną łezkę, która uparcie chciała spłynąć po policzku Nanci.
- Dani, co ty robisz? – Z dezorientacją, zdziwieniem i lekkim przerażeniem zapytała Nan.
- Cicho bądź. Musimy sprawdzić czy chociaż nam było wczoraj dobrze.
- Będziemy się całować? – Wypiszczała blondwłosa.
- Nie udawaj teraz takiej świętej – odburknęła Dani. Pochyliła głowę w prawo, potem w lewo.
- Nie masz pojęcia, jak się za to zabrać. – Zaśmiała się cicho Clay.
- Och, zamknij się.

Stały naprzeciw siebie, bardzo blisko. Spojrzały sobie głęboko w oczy a ich ręce splotły się. Nachyliły się ku sobie i delikatnie dotknęły nawzajem swoich ust. Był to bardziej dotyk motylich skrzydeł, niż namiętny pocałunek, ale niewątpliwe równie przyjemny. Przerwały, zmieniając pozycję tylko o oderwanie ust. Opierały się o siebie swoimi czołami, obie z zamkniętymi oczami.

- To nie wyjdzie. – Szepnęła Nancia.
- Nie ma szans. – Dopowiedziała Daniyah.

Odeszły od siebie ze śmiechem. Jakby nigdy nic się nie wydarzyło, Clay wróciła do sprzątania pokoju, a Moore ciągle się śmiejąc wyszła z pokoju.

#

Decyzja.

Marsz, który narzucił sobie Brian okazał się zbawiennym. Nie patrzył na nikogo, nic nie słyszał, a przede wszystkim – o niczym nie myślał. Ocknął się dopiero, kiedy niebo zmieniło kolor z błękitnego na ciemniejszy odcień niebieskiego. Słońce skłaniało się ku zachodowi zamieniając pojedyncze białe chmury w różowawe obłoczki. Powoli zaczynały zapalać się uliczne latarnie, a postronna osoba mogłaby uznać, że to jego sprawka, bowiem latarnie zapalały się w momencie, kiedy koło nich przechodził. Nagle stanął w miejscu i wcześniejsze zjawisko przestało robić takie wrażenie. Światła nie przestały się zapalać tylko dlatego, że Brian Haner postanowił się zatrzymać.

- Geniusz. – Mruknął pod nosem.

Chociaż bardzo nie chciał dać Tuckowi tej satysfakcji, to musiał przyznać mu rację. Przez ostatnie kilkanaście minut, kiedy to niemal żołnierskim marszem przemierzał ulice miasta aniołów, jego głowa wiała pustką, a teraz rozwiązanie przyszło samo.

- Mich, hej. – Powiedział do telefonu, kiedy DiBenedetto odebrała już po drugim sygnale.
- Tak, tak – odpowiedział jej. – Słuchaj, a może zanim tam pójdziemy to, hmm, spotkasz się ze mną? – Nagle dopadły go wątpliwości. Odetchnął z ulgą słysząc jej odpowiedź.
- W takim razie widzimy się za chwilę. – Rzucił na odchodnym i już był w drodze na spotkanie.

Bella jest cudowną kochanką, ale wyraźnie zaznaczyła, że to tylko seks. Próbował przekonać samego siebie. Już widział w oddali Michelle. Mogę być w związku z Mich i dalej sypiać z Bellą. Powtarzał to niczym mantrę, bardzo się pilnując, by nie wypowiedzieć tych słów na głos. Zobaczył jak Chelle uśmiecha się na jego widok. Michelle będzie szczęśliwa. Pomyślał z lekkim przekąsem i zaraz się za to skarcił w duchu.

- Co jest, Bri? – Spojrzał na nią badawczo. Była ładna, nawet bardzo. Znał ją całe wieki, wiedział o jej każdej fobii, gdyby tylko chciał, umiałby ją uszczęśliwić jednym gestem czy słowem. Szeroko się uśmiechnął, kiedy zrozumiał, że ona może powiedzieć to samo o nim. Ona odwzajemniła jego uśmiech, który ostatecznie przekonał go, że postąpi słusznie dając jej szansę. Podszedł do niej i nic nie mówiąc po prostu ją pocałował. Przez ułamek sekundy wyczuł, jak drobna blondynka mu się wyrywa, więc przysunął ją jeszcze bliżej siebie, jedną rękę kładąc na jej talii, a drugą wplatając w długie włosy.

- Chcę być z tobą. – Wychrypiał. Odepchnęła go lekko od siebie, jednak zrobiła to bez przekonania.
- Tak naprawdę, czy jutro zmienisz zdanie? – Zapytała wbrew sobie. Tak naprawdę chciała, żeby ta chwila się nigdy nie skończyła. W odpowiedzi ponownie ją pocałował.

- Tak naprawdę. – Chciał móc powiedzieć ‘tak najbardziej na całym świecie’, ale to nie były słowa, które mogła usłyszeć od niego Michelle. Takie wyznanie mógłby skierować do zupełnie innej kobiety. Ciemnowłosej, ponętnej..
- To się dobrze składa. – Z zamyślenia wyrwał go głos Mich. Wrócił do rzeczywistości i spojrzał w dół. Po raz kolejny złączyli się pocałunku i Brian postanowił wyłączyć swój mózg. To jest jego tu i teraz. I tego zamierzał się trzymać. – To najszczęśliwszy dzień w moim życiu – usłyszał szept, kiedy blondwłosa wtuliła się w jego tors.

Biedna Michelle nawet nie domyślała się, że był to jednocześnie najgorszy dzień, jaki mógł się jej przydarzyć.

#

Po zachodzie słońca.

Brutalnie chwyciła nadgarstki swojej towarzyszki i uniosła je nad jej głowę. Podgryzała, a za chwilę całowała zranione miejsca na jej szyi.
- Nan. Nie tak mocno – jęknęła towarzyszka.
- Mona, obydwie dobrze wiemy, że to lubisz – parsknęła śmiechem, ale poluźniła swój uścisk i znalazła usta blondwłosej. Tym razem jęk, który wydobył się z jej ust był zapowiedzią nadchodzącej fali rozkoszy.

Nancia powoli, nie odrywając swoich ust od ust Mony, zaczęła schodzić ręką coraz niżej, na wysokości pępka przyspieszając gwałtownie. By nie myśleć o swojej przyjaciółce, dziewczynie, którą traktowała, a przynajmniej starała się traktować, jak siostrę. Wiedziała, że nie jest zakochana w Daniyah, bo ich miłość opierała się na innych zasadach. Ale bała się tego, jak nagle zaczęły na siebie oddziaływać. Związek oparty tylko na seksie nie wchodził w rachubę. Nie z Dani. Z powrotem skupiła się na Monie, która zwijała się z rozkoszy pod wpływem jej dotyku. Nie chcąc więcej myśleć, szybko doprowadziła blondwłosą do szczytu i położyła się koło niej.

Mona podniosła się do pozycji siedzącej i z uśmiechem zeszła w dół ciała Clay. Tego jej właśnie teraz trzeba było. Zatracenia w przyjemności.  

*

Ta dum tss!

2 komentarze:

  1. Lesbijska dusza, no kurwa <3 Lubię! Pomimo bycia 100% hetero lesbijki i geje mnie fascynują i co ja poradzę, no. Nancia <33333333333 (...) 3333333. A Dani to chyba ma za dobrze, hm? Przynajmniej Nan nie będzie musiała stawać do niej w kolejce, bo zrobiłby się tłok. Ma Hanera, ma Tucka, starczy jej. Nie wiem, co szykujesz dla Michelle i w jaki sposób życie znowu jej się spieprzy, ale już mi jej szkoda (i jednocześnie po cichu liczę na Twoją inwencję w tej sprawie; im ciekawiej tym lepiej, a Michelle i tak obrywa i obrywać będzie, więc niech przynajmniej dostarcza tym rozrywki). Nóg nie połamałam póki co, więc możesz pisać kolejny (pozwalam!) i znów będę biec.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hohoh dzieje się moja Panno :) Podoba mi się :) Brianowi wzięło się na przemyślenia, ale czy on dobrze robi wiążąc się z Michelle, skoro jej nie kocha. Coś czuję, że oboje na tym za dobrze nie wyjdą. Czekam co Ty tam wymyślisz!
    Pisaj szybko!
    Lovee<3
    Joan

    OdpowiedzUsuń