Hello!
Małe zmiany kolorystyczne nastąpiły ;)
Wydaje mi się, że odcinek wyszedł dość długi, ale mogę się mylić.
Z dedykacją dla WalkingDead, bo wiem, że masz lesbijską duszę <3
Enjoy!
8. Wszystkie wielkie myśli rodzą się podczas marszu.
23 sierpnia 2011, Los
Angeles, godzina 17
Oczyszczenie.
Brian Haner powoli dopalił papierosa, trzeciego z rzędu.
Popatrzył z obrzydzeniem na pożółkłe od tytoniu palce i z nonszalancją wyrzucił
niedopałek. Westchnął przeciągle co wywołało ku jego zdumieniu odruch ziewu.
Nie powstrzymał się i mimochodem podrapał po kroczu.
- Cześć oblechu. – Usłyszał gdzieś za sobą.
- Cześć łato pijacka – z uśmiechem przywitał swojego starego przyjaciela.
- Cześć łato pijacka – z uśmiechem przywitał swojego starego przyjaciela.
Matt Tuck, bo o nim mowa, przysiadł się do Gatesa, wcześniej
witając się z nim nader uroczym, niedźwiedzim uściskiem. Sięgnął do kieszeni po
paczkę papierosów, którą skierował w stronę Briana. Spotykając się z odmową,
wyjął jednego i schował paczkę z powrotem do kieszeni.
- Niezła jest ta twoja Michelle – powiedział w trakcie
przeszukiwania swojego ubrania w celu znalezienia zapalniczki.
- Może jeśli w końcu przestaniecie ją nazywać moją, to ona też w to uwierzy – odpowiedział z irytacją ciemnowłosy, jednocześnie odpalając przyjacielowi fajkę. – Co znowu zrobiła?
- Tak jak prosiliście pojechałem wczoraj po bliźniaczki. – Zaczął Tuck. – Ale z nimi nie ma tak łatwo, szczególnie jak we dwie się na coś uprą – zaśmiał się pod nosem. – Wylądowaliśmy na jakiejś wystawie sztuki, generalnie nie mam pojęcia o co chodziło, ale rozdawali wino.
- Może jeśli w końcu przestaniecie ją nazywać moją, to ona też w to uwierzy – odpowiedział z irytacją ciemnowłosy, jednocześnie odpalając przyjacielowi fajkę. – Co znowu zrobiła?
- Tak jak prosiliście pojechałem wczoraj po bliźniaczki. – Zaczął Tuck. – Ale z nimi nie ma tak łatwo, szczególnie jak we dwie się na coś uprą – zaśmiał się pod nosem. – Wylądowaliśmy na jakiejś wystawie sztuki, generalnie nie mam pojęcia o co chodziło, ale rozdawali wino.
Synyster zaczął się śmiać. Jedna pijana Dibenedetto to niemały
problem, a kiedy były we dwie, zaczynał się prawdziwy koszmar.
- Ale to nic. – Kontynuował niewzruszony Matt. – Tam
spotkały swoich znajomych i w sumie nie wiedzieć jak, wylądowaliśmy wszyscy w
jednym klubie. – Przerwał na chwilę i zaciągając się papierosem zastygł w
bezruchu. – Dan.. Daniel..? Daniyah! – Uniósł głos i obrócił głowę w kierunku
Briana. – Stary, co to była za kobieta!
- Super, cieszę się, że miałeś udaną noc – Haner wywrócił oczami. Pomyślał o Belli i nagle poczuł silną potrzebę, by znowu zapalić.
- Właśnie nie! – Obruszył się Tuck. – Byłem tak blisko, ale dzięki twojej, nie twojej – poprawił się pod naciskiem wzroku Syna - Chelle musiałem zrezygnować z tej piękności. – Westchnął ciężko.
- Super, cieszę się, że miałeś udaną noc – Haner wywrócił oczami. Pomyślał o Belli i nagle poczuł silną potrzebę, by znowu zapalić.
- Właśnie nie! – Obruszył się Tuck. – Byłem tak blisko, ale dzięki twojej, nie twojej – poprawił się pod naciskiem wzroku Syna - Chelle musiałem zrezygnować z tej piękności. – Westchnął ciężko.
Bri zmienił pozycję i teraz siedział z jedną nogą zgiętą w
kolanie, drugą wyprostowaną, a ręce trzymał nad głową. Przez chwilę siedzieli w
ciszy, każdy pogrążony w swoich myślach.
- Powiedziała, że jej się życie wali na głowę i uciekła.
Pobiegłem za nią.
- Za kim? – Brian spojrzał kątem oka na towarzysza.
- Za Michelle.
- Aha. – Przeciągnął ostatnie ‘a’.
- Co ty tak właściwie do niej masz, Haner? – Matthew nie był pewien, czy aby przypadkiem nie wszedł na grzęski grunt, ale musiał znać odpowiedź. W końcu gdyby nie ta dziwna sytuacja między tym dwojgiem, pewnie teraz nadal zabawiałby się w łóżku z piękną kobietą.
- Nic. Wszystko. – Gates oparł ręce o kolana, kolejny raz zmieniając pozycję. Pochylił się i przejechał palcami po włosach. – Ona chce stałego związku. Stabilności.
- Za kim? – Brian spojrzał kątem oka na towarzysza.
- Za Michelle.
- Aha. – Przeciągnął ostatnie ‘a’.
- Co ty tak właściwie do niej masz, Haner? – Matthew nie był pewien, czy aby przypadkiem nie wszedł na grzęski grunt, ale musiał znać odpowiedź. W końcu gdyby nie ta dziwna sytuacja między tym dwojgiem, pewnie teraz nadal zabawiałby się w łóżku z piękną kobietą.
- Nic. Wszystko. – Gates oparł ręce o kolana, kolejny raz zmieniając pozycję. Pochylił się i przejechał palcami po włosach. – Ona chce stałego związku. Stabilności.
Matt niespodziewanie wstał z ławki, na której dotychczas
siedzieli.
- Może nie ma w tym nic złego? Ona jest w tobie zakochana,
powinieneś dać jej.. dać wam szansę. – Spojrzał z góry na przyjaciela. Nagle
uśmiechnął się szeroko. – Miej na uwadze, że wiecznie młody nie będziesz. Już
widzę pierwszy siwy włos. – Pociągnął go za włosy z tyłu głowy i ze śmiechem
zaczął uciekać przed rządnym zemsty i rozlewu krwi Brianem Hanerem.
#
Motyle.
Daniyah szybkim krokiem poruszała się po zaludnionym
chodniku. Ciągle była sobota 23 sierpnia, a w jej głowie nadal był mętlik. Mimo
że tego ranka postanowiła, że myśleć będzie dopiero jutro, to sen nie przyszedł
z taką łatwością, na jaką liczyła. Nie mogąc wytrzymać w cichym mieszkaniu,
nałożyła na siebie krótkie beżowe spodenki, zieloną koszulę bez rękawów i
płaskie brązowe sandały. Teraz, kiedy prawie biegła, a pot przykleił jej
ubranie do ciała, żałowała, że nie ubrała słomkowego kapelusza. Słońce niemal
ją oślepiało i chociaż nie miała wyznaczonego celu swojej podróży, to zdziwiła
się, gdy ujrzała przed sobą dom Warhola. Z jej gardła wydobył się warkot. Jak
mogła myśleć o kochanku, kiedy losy jej i jej najlepszej przyjaciółki stały pod
wielkim znakiem zapytania? Nie wspominając już nawet o Conradzie! Przelotem
spojrzała na duży dom i z ulgą zobaczyła, że nie wygląda, by ktoś w nim
aktualnie był. Doskonale zdawała sobie sprawę, że gdyby tylko zobaczyła Warhola
nie umiałby odjeść. Zawróciła na pięcie i tym samym długim krokiem ruszyła w
drogę powrotną.
Kiedy przed godziną wychodziła od siebie, Nancia ciągle była
w łazience, dlatego odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła otwarte do niej drzwi.
- Nan? – Zawołała. Usłyszała jakiś pomruk ze swojej
sypialni. – Co za burdel na kółkach – rozejrzała się po pokoju.
- Ten burdel jest niczym w porównaniu z tym aktualnym w mojej głowie. – Mruknęła Clay zbierając rzeczy z podłogi. Nawet nie spojrzała na ciemnowłosą.
- Kochanie.. – Dani podeszła do niej i przytuliła ją od tyłu tak, jak to w zwyczaju miała robić blondwłosa. Wyczuła jej spięcie. – Hej, co jest?
- Serio? – Gwałtownie się obróciła zrzucając tym samym z siebie ręce przyjaciółki. – Yah, spałyśmy ze sobą! I z Neesonem! – Skrzywiła się.
- Zdarza się nawet najlepszym – wywróciła oczami Moore. Podeszła do łóżka i ściągając sandały usiadła na nim po turecku.
- Ale nie mi! – Krzyknęła Nancia i ze złością rzuciła na podłogę dopiero co pozbierane ubrania.
- Ten burdel jest niczym w porównaniu z tym aktualnym w mojej głowie. – Mruknęła Clay zbierając rzeczy z podłogi. Nawet nie spojrzała na ciemnowłosą.
- Kochanie.. – Dani podeszła do niej i przytuliła ją od tyłu tak, jak to w zwyczaju miała robić blondwłosa. Wyczuła jej spięcie. – Hej, co jest?
- Serio? – Gwałtownie się obróciła zrzucając tym samym z siebie ręce przyjaciółki. – Yah, spałyśmy ze sobą! I z Neesonem! – Skrzywiła się.
- Zdarza się nawet najlepszym – wywróciła oczami Moore. Podeszła do łóżka i ściągając sandały usiadła na nim po turecku.
- Ale nie mi! – Krzyknęła Nancia i ze złością rzuciła na podłogę dopiero co pozbierane ubrania.
Daniyah westchnęła głośno.
- Chodź tu. – Zarządziła.
- Nie. – Odburknęła Nan.
- Chodź tu. – Powtórzyła dobitniej ciemnowłosa.
- Nie!
- Cholero jedna! – Yah ze złością wstała z łóżka i jednym susem pokonała dzielącą je odległość.
- Czy ty właśnie zaklęłaś? – Zaśmiała się Clay.
- Tak. Bo jesteś taka.. cholera. – Z czułością wytarła zagubioną łezkę, która uparcie chciała spłynąć po policzku Nanci.
- Dani, co ty robisz? – Z dezorientacją, zdziwieniem i lekkim przerażeniem zapytała Nan.
- Cicho bądź. Musimy sprawdzić czy chociaż nam było wczoraj dobrze.
- Będziemy się całować? – Wypiszczała blondwłosa.
- Nie udawaj teraz takiej świętej – odburknęła Dani. Pochyliła głowę w prawo, potem w lewo.
- Nie masz pojęcia, jak się za to zabrać. – Zaśmiała się cicho Clay.
- Och, zamknij się.
- Nie. – Odburknęła Nan.
- Chodź tu. – Powtórzyła dobitniej ciemnowłosa.
- Nie!
- Cholero jedna! – Yah ze złością wstała z łóżka i jednym susem pokonała dzielącą je odległość.
- Czy ty właśnie zaklęłaś? – Zaśmiała się Clay.
- Tak. Bo jesteś taka.. cholera. – Z czułością wytarła zagubioną łezkę, która uparcie chciała spłynąć po policzku Nanci.
- Dani, co ty robisz? – Z dezorientacją, zdziwieniem i lekkim przerażeniem zapytała Nan.
- Cicho bądź. Musimy sprawdzić czy chociaż nam było wczoraj dobrze.
- Będziemy się całować? – Wypiszczała blondwłosa.
- Nie udawaj teraz takiej świętej – odburknęła Dani. Pochyliła głowę w prawo, potem w lewo.
- Nie masz pojęcia, jak się za to zabrać. – Zaśmiała się cicho Clay.
- Och, zamknij się.
Stały naprzeciw siebie, bardzo blisko. Spojrzały sobie
głęboko w oczy a ich ręce splotły się. Nachyliły się ku sobie i delikatnie
dotknęły nawzajem swoich ust. Był to bardziej dotyk motylich skrzydeł, niż
namiętny pocałunek, ale niewątpliwe równie przyjemny. Przerwały, zmieniając
pozycję tylko o oderwanie ust. Opierały się o siebie swoimi czołami, obie z
zamkniętymi oczami.
- To nie wyjdzie. – Szepnęła Nancia.
- Nie ma szans. – Dopowiedziała Daniyah.
- Nie ma szans. – Dopowiedziała Daniyah.
Odeszły od siebie ze śmiechem. Jakby nigdy nic się nie
wydarzyło, Clay wróciła do sprzątania pokoju, a Moore ciągle się śmiejąc wyszła
z pokoju.
#
Decyzja.
Marsz, który narzucił sobie Brian okazał się zbawiennym. Nie
patrzył na nikogo, nic nie słyszał, a przede wszystkim – o niczym nie myślał. Ocknął
się dopiero, kiedy niebo zmieniło kolor z błękitnego na ciemniejszy odcień
niebieskiego. Słońce skłaniało się ku zachodowi zamieniając pojedyncze białe
chmury w różowawe obłoczki. Powoli zaczynały zapalać się uliczne latarnie, a
postronna osoba mogłaby uznać, że to jego sprawka, bowiem latarnie zapalały się
w momencie, kiedy koło nich przechodził. Nagle stanął w miejscu i wcześniejsze
zjawisko przestało robić takie wrażenie. Światła nie przestały się zapalać
tylko dlatego, że Brian Haner postanowił się zatrzymać.
- Geniusz. – Mruknął pod nosem.
Chociaż bardzo nie chciał dać Tuckowi tej satysfakcji, to
musiał przyznać mu rację. Przez ostatnie kilkanaście minut, kiedy to niemal
żołnierskim marszem przemierzał ulice miasta aniołów, jego głowa wiała pustką,
a teraz rozwiązanie przyszło samo.
- Mich, hej. – Powiedział do telefonu, kiedy DiBenedetto
odebrała już po drugim sygnale.
- Tak, tak – odpowiedział jej. – Słuchaj, a może zanim tam pójdziemy to, hmm, spotkasz się ze mną? – Nagle dopadły go wątpliwości. Odetchnął z ulgą słysząc jej odpowiedź.
- W takim razie widzimy się za chwilę. – Rzucił na odchodnym i już był w drodze na spotkanie.
- Tak, tak – odpowiedział jej. – Słuchaj, a może zanim tam pójdziemy to, hmm, spotkasz się ze mną? – Nagle dopadły go wątpliwości. Odetchnął z ulgą słysząc jej odpowiedź.
- W takim razie widzimy się za chwilę. – Rzucił na odchodnym i już był w drodze na spotkanie.
Bella jest cudowną
kochanką, ale wyraźnie zaznaczyła, że to tylko seks. Próbował przekonać
samego siebie. Już widział w oddali Michelle. Mogę być w związku z Mich i dalej sypiać z Bellą. Powtarzał to
niczym mantrę, bardzo się pilnując, by nie wypowiedzieć tych słów na głos.
Zobaczył jak Chelle uśmiecha się na jego widok. Michelle będzie szczęśliwa. Pomyślał z lekkim przekąsem i zaraz się
za to skarcił w duchu.
- Co jest, Bri? – Spojrzał na nią badawczo. Była ładna,
nawet bardzo. Znał ją całe wieki, wiedział o jej każdej fobii, gdyby tylko
chciał, umiałby ją uszczęśliwić jednym gestem czy słowem. Szeroko się
uśmiechnął, kiedy zrozumiał, że ona może powiedzieć to samo o nim. Ona
odwzajemniła jego uśmiech, który ostatecznie przekonał go, że postąpi słusznie
dając jej szansę. Podszedł do niej i nic nie mówiąc po prostu ją pocałował.
Przez ułamek sekundy wyczuł, jak drobna blondynka mu się wyrywa, więc przysunął
ją jeszcze bliżej siebie, jedną rękę kładąc na jej talii, a drugą wplatając w
długie włosy.
- Chcę być z tobą. – Wychrypiał. Odepchnęła go lekko od
siebie, jednak zrobiła to bez przekonania.
- Tak naprawdę, czy jutro zmienisz zdanie? – Zapytała wbrew sobie. Tak naprawdę chciała, żeby ta chwila się nigdy nie skończyła. W odpowiedzi ponownie ją pocałował.
- Tak naprawdę, czy jutro zmienisz zdanie? – Zapytała wbrew sobie. Tak naprawdę chciała, żeby ta chwila się nigdy nie skończyła. W odpowiedzi ponownie ją pocałował.
- Tak naprawdę. – Chciał móc powiedzieć ‘tak najbardziej na
całym świecie’, ale to nie były słowa, które mogła usłyszeć od niego Michelle.
Takie wyznanie mógłby skierować do zupełnie innej kobiety. Ciemnowłosej,
ponętnej..
- To się dobrze składa. – Z zamyślenia wyrwał go głos Mich. Wrócił do rzeczywistości i spojrzał w dół. Po raz kolejny złączyli się pocałunku i Brian postanowił wyłączyć swój mózg. To jest jego tu i teraz. I tego zamierzał się trzymać. – To najszczęśliwszy dzień w moim życiu – usłyszał szept, kiedy blondwłosa wtuliła się w jego tors.
- To się dobrze składa. – Z zamyślenia wyrwał go głos Mich. Wrócił do rzeczywistości i spojrzał w dół. Po raz kolejny złączyli się pocałunku i Brian postanowił wyłączyć swój mózg. To jest jego tu i teraz. I tego zamierzał się trzymać. – To najszczęśliwszy dzień w moim życiu – usłyszał szept, kiedy blondwłosa wtuliła się w jego tors.
Biedna Michelle nawet nie domyślała się, że był to
jednocześnie najgorszy dzień, jaki mógł się jej przydarzyć.
#
Po zachodzie słońca.
Brutalnie chwyciła nadgarstki swojej towarzyszki i uniosła
je nad jej głowę. Podgryzała, a za chwilę całowała zranione miejsca na jej
szyi.
- Nan. Nie tak mocno – jęknęła towarzyszka.
- Mona, obydwie dobrze wiemy, że to lubisz – parsknęła śmiechem, ale poluźniła swój uścisk i znalazła usta blondwłosej. Tym razem jęk, który wydobył się z jej ust był zapowiedzią nadchodzącej fali rozkoszy.
- Nan. Nie tak mocno – jęknęła towarzyszka.
- Mona, obydwie dobrze wiemy, że to lubisz – parsknęła śmiechem, ale poluźniła swój uścisk i znalazła usta blondwłosej. Tym razem jęk, który wydobył się z jej ust był zapowiedzią nadchodzącej fali rozkoszy.
Nancia powoli, nie odrywając swoich ust od ust Mony, zaczęła
schodzić ręką coraz niżej, na wysokości pępka przyspieszając gwałtownie. By nie
myśleć o swojej przyjaciółce, dziewczynie, którą traktowała, a przynajmniej
starała się traktować, jak siostrę. Wiedziała, że nie jest zakochana w Daniyah,
bo ich miłość opierała się na innych zasadach. Ale bała się tego, jak nagle zaczęły
na siebie oddziaływać. Związek oparty tylko na seksie nie wchodził w rachubę.
Nie z Dani. Z powrotem skupiła się na Monie, która zwijała się z rozkoszy pod
wpływem jej dotyku. Nie chcąc więcej myśleć, szybko doprowadziła blondwłosą do
szczytu i położyła się koło niej.
Mona podniosła się do pozycji siedzącej i z uśmiechem zeszła
w dół ciała Clay. Tego jej właśnie teraz trzeba było. Zatracenia w
przyjemności.
*
Ta dum tss!

Lesbijska dusza, no kurwa <3 Lubię! Pomimo bycia 100% hetero lesbijki i geje mnie fascynują i co ja poradzę, no. Nancia <33333333333 (...) 3333333. A Dani to chyba ma za dobrze, hm? Przynajmniej Nan nie będzie musiała stawać do niej w kolejce, bo zrobiłby się tłok. Ma Hanera, ma Tucka, starczy jej. Nie wiem, co szykujesz dla Michelle i w jaki sposób życie znowu jej się spieprzy, ale już mi jej szkoda (i jednocześnie po cichu liczę na Twoją inwencję w tej sprawie; im ciekawiej tym lepiej, a Michelle i tak obrywa i obrywać będzie, więc niech przynajmniej dostarcza tym rozrywki). Nóg nie połamałam póki co, więc możesz pisać kolejny (pozwalam!) i znów będę biec.
OdpowiedzUsuńHohoh dzieje się moja Panno :) Podoba mi się :) Brianowi wzięło się na przemyślenia, ale czy on dobrze robi wiążąc się z Michelle, skoro jej nie kocha. Coś czuję, że oboje na tym za dobrze nie wyjdą. Czekam co Ty tam wymyślisz!
OdpowiedzUsuńPisaj szybko!
Lovee<3
Joan