9. Nikt tak nie kłamie, jak człowiek oburzony.
1 października 2011
Daniyah Moore kręciła się bez celu po swojej pracowni.
Zaledwie kilka dni wcześniej oddano jej obrazy z wystawy urodzinowej, którą
zorganizowali przyjaciele Dani. Teraz, kiedy w końcu je rozłożyła, zauważyła,
że brakuje jednego. Pokręciła głową z niedowierzaniem.
- I weź tu człowieku zaufaj usługom kurierskim – mruknęła pod
nosem. Ze zdziwieniem jednak odkryła, że nie obchodzi ją strata jednego dzieła.
Brakowało jej czegoś zupełnie innego. Od przeszło miesiąca nie miała żadnego
kontaktu z Warholem, Przystojniak nie dotrzymał swojej obietnicy i jej nie
odnalazł, Nancia znikała na całe dnie i noce. Tylko Conrad usilnie starał się z
nią skontaktować, na co ona z uporem maniaka nie odpowiadała. Frustracja jaka w
niej narastała była nieznośna, a sama Daniyah była bliska rozpaczy. Musiała
spojrzeć prawdzie w oczy; czuła się samotna.
- Brakuje mi seksu. – Powiedziała do siebie lekko
wzdychając.
- Na to mogę akurat poradzić. – Przestraszona odwróciła głowę. – Dani, nie możesz mnie ciagle unikać.
- Skąd wiedziałeś, że tu będę? – Spojrzała na Conrada. W jej wzorku nie było pogardy, mimo że dało się ją wyczuć w jej głosie. Nie było też radości, czy nawet smutku. Sama pustka.
- Na to mogę akurat poradzić. – Przestraszona odwróciła głowę. – Dani, nie możesz mnie ciagle unikać.
- Skąd wiedziałeś, że tu będę? – Spojrzała na Conrada. W jej wzorku nie było pogardy, mimo że dało się ją wyczuć w jej głosie. Nie było też radości, czy nawet smutku. Sama pustka.
Nie odpowiadając podszedł i mocno ją przytulił.
- Możesz nie pałać do mnie sympatią, ale jednak trochę już
cię znam – złożył czuły pocałunek na czubku jej głowy. Nie miała siły się
sprzeciwiać i po prostu się do niego przytuliła. – Wyglądasz jakbyś chciała
pogadać. Albo się upić. – Zaśmiała się cicho.
- Jedno nie wyklucza drugiego. – Odczepiła się od niego. – Ale jeden warunek. Żadnego seksu.
- Żadnego seksu. – Powtórzył składając prawą rękę na sercu w akcie obietnicy.
- Jedno nie wyklucza drugiego. – Odczepiła się od niego. – Ale jeden warunek. Żadnego seksu.
- Żadnego seksu. – Powtórzył składając prawą rękę na sercu w akcie obietnicy.
Nigdy by nie pomyślała, że z własnej nieprzymuszonej woli
wyjdzie gdziekolwiek z Neesonem, ale w tamtym momencie było to jedyne, na co
miała ochotę. W końcu już zaliczyła z nim trójkąt, więc nic gorszego nie mogło
się im przytrafić.
#
- Promieniejesz mój przyjacielu. – Synyster Gates poczuł
lekkie uderzenie dłoni na swoim barku. – Czyżby to dzięki Michelle?
- Zach, szczerze? – Spojrzał na kompana, a kiedy ten pokiwał głową, dokończył. – Szczerze to chyba tak.
- Zach, szczerze? – Spojrzał na kompana, a kiedy ten pokiwał głową, dokończył. – Szczerze to chyba tak.
Vengeance nie czekając na zaproszenie sprawnie otworzył
sobie butelkę z piwem i pociągnął solidny łyk. Zachary spojrzał na Briana i
zauważył, że ten znowu gdzieś odpłynął myślami. Byli już na północy Stanów, ale
każdy z ekipy widział, że Haner myślami wraca do innego miejsca. Tylko nie
widzieli jakiego.
- Gdzie jesteś? – Zapytał Syna.
- Hm?
- Właśnie o to pytałem. Błądzisz gdzieś myślami.
- Wydaje ci się. – Uciął mu Bri.
- Skoro tak twierdzisz.
- Tak, tak twierdzę. – Powiedział zbyt szybko i gwałtownie. – Sorry.
- Hm?
- Właśnie o to pytałem. Błądzisz gdzieś myślami.
- Wydaje ci się. – Uciął mu Bri.
- Skoro tak twierdzisz.
- Tak, tak twierdzę. – Powiedział zbyt szybko i gwałtownie. – Sorry.
Nie mówiąc nic więcej wstał i poszedł w kierunku busa. Był z
Michelle od przeszło miesiąca, od tamtej też pory nie miał kontaktu z Bellą. I
mino że był szczęśliwy, bo musiał to przyznać chociażby przed sobą, to
brakowało mu ciemnowłosej, a perspektywa, że zobaczy ją dopiero w grudniu tylko
pogarszała jego stan. O ile w ogóle ją
jeszcze zobaczę, pomyślał z przerażeniem. W końcu wcale nie musiała na
niego czekać. Co więcej, nie mógł tego od niej wymagać, szczególnie teraz –
kiedy był w związku z DiBenedetto. Poczuł wibracje w przedniej kieszeni spodni.
Szybko wyciągnął telefon mając nadzieję, że zobaczy numer Belli.
Tęsknię za tobą. –
Przeczytał.
Ja za tobą też, już
niedługo – odpisał. Po chwili zastanowienia, dopisał: kocham cię, Chelle. Z wahaniem wcisnął ‘wyślij’.
Ja ciebie też, Bri.
Schował telefon do kieszeni rezygnując ze dzwonienia do
Belli. Wrócił na swojej stare miejsce, by dopić piwo w asyście przyjaciół z
kapeli. W końcu, albo rybki, albo akwarium.
#
- Dziękuję, że spędziłeś ze mną ten dzień. – Szczerość z
jaką wypowiedziała te słowa zdziwiła nawet ją. Uśmiechnęła się do Neesona.
- Cała przyjemność po mojej stronie – Odwzajemnił jej uśmiech. Byli już prawie pod jej mieszkaniem. Niespiesznie krocząc po chodniku wymieniali się pojedynczymi zdaniami. Daniyah nie pamiętała kiedy ostatni raz spędziła tak normalnie dzień. Większość czasu przesiedzieli w małej kawiarni popijając słodką herbatę. Co prawda na początku miała ochotę na coś mocniejszego, ale zaraz przekonała się, że sama rozmowa jej wystarcza.
- Ciągle do mnie wracasz. Nie rozumiem tego. – Wyparowała w swoim zwyczaju Dani. Zobaczyła zdziwienie na twarzy Conrada.
- Jesteś tego warta, więc wracam. – Odpowiedział po chwili.
- Może wcale nie jestem.
- Cała przyjemność po mojej stronie – Odwzajemnił jej uśmiech. Byli już prawie pod jej mieszkaniem. Niespiesznie krocząc po chodniku wymieniali się pojedynczymi zdaniami. Daniyah nie pamiętała kiedy ostatni raz spędziła tak normalnie dzień. Większość czasu przesiedzieli w małej kawiarni popijając słodką herbatę. Co prawda na początku miała ochotę na coś mocniejszego, ale zaraz przekonała się, że sama rozmowa jej wystarcza.
- Ciągle do mnie wracasz. Nie rozumiem tego. – Wyparowała w swoim zwyczaju Dani. Zobaczyła zdziwienie na twarzy Conrada.
- Jesteś tego warta, więc wracam. – Odpowiedział po chwili.
- Może wcale nie jestem.
Cisza zawisła w powietrzu. Conrad wpatrywał się w Moore, ona
w swoje buty. Dopiero co zaczęłaś go
lubić, a już to psujesz, ofuczała w myślach samą siebie. Już miała go przeprosić,
kiedy on odezwał się pierwszy.
- Teraz ja nie rozumiem, dlaczego tak mówisz. – Powiedział
cicho. – Na pewno wyczerpałaś wszystkie tematy do rozmowy?
Daniyah westchnęła ciężko. Nie mogła mu powiedzieć prawdy.
Nie jemu.
- Tak, na pewno. Dzięki jeszcze raz. – Posłała mu słaby
uśmiech i lekko uścisnęła na pożegnanie, zostawiając go z masą niewyjaśnionych
kwestii.
#
Blondwłosa miała do siebie ogromny żal, za to, jak ostatnimi
czasy traktowała swoją przyjaciółkę. Stan ten pogłębiał się w niej jeszcze
bardziej, kiedy odpisywała na smsa od nowej znajomej. Skrzywiła twarz w
grymasie, kiedy uświadomiła sobie, że mimo wszystko pójdzie się z nią spotkać.
Póki co jednak siedziała w garderobie Dani szukając czegoś co chociaż
wyglądałoby na ubranie sportowe i licząc, że nie spotka się z ciemnowłosą.
Niestety, przeliczyła się.
- Nan, ty żyjesz!
- Yah, cześć.
- Yah, cześć.
Żadnego uścisku, całusa w policzek czy nawet zwykłego
skinienia głową na dzień dobry. Zachowywały się jak obrażone kilkulatki w
przedszkolu.
- Czyli nie czujesz się w obowiązku porozmawiać ze mną na
jakikolwiek temat, ale za to unikanie mnie, włamywanie się do mojego mieszkania
i okradanie mojej szafy jest dla ciebie okej? – Dani nawet nie uniosła swojego
tonu. Po tak mile spędzonym dniu nie chciała kłótni.
- Dałaś mi swoje klucze, więc teoretycznie się nie włamuję i nie okradam, bo dałaś mi przyzwolenie nie przychodzenie tu, nawet pod twoją nieobecność.
- Zmień ten prawniczy ton – burknęła ciemnowłosa przechodząc do małej kuchni. – To nie zmienia faktu, że korzystasz z tego przywileju tylko wtedy, kiedy mnie nie ma ostatnimi czasu. – Podkreśliła ‘tylko wtedy’.
- Wiem, przepraszam. – Blondynka stanęła w drzwiach.
- Czego tak właściwie szukasz?
- Dałaś mi swoje klucze, więc teoretycznie się nie włamuję i nie okradam, bo dałaś mi przyzwolenie nie przychodzenie tu, nawet pod twoją nieobecność.
- Zmień ten prawniczy ton – burknęła ciemnowłosa przechodząc do małej kuchni. – To nie zmienia faktu, że korzystasz z tego przywileju tylko wtedy, kiedy mnie nie ma ostatnimi czasu. – Podkreśliła ‘tylko wtedy’.
- Wiem, przepraszam. – Blondynka stanęła w drzwiach.
- Czego tak właściwie szukasz?
Nancia zawahała się.
- Idę na siłownię. – Powiedziała. – Przestań się śmiać!
- Przepraszam, ale nie umiem sobie ciebie tam wyobrazić, to po pierwsze. – Zakrztusiła się Dani. – A po drugie, skąd ci przyszło do głowy, że w moje szafie znajdziesz coś sportowego? – Dodała nie przestając się śmiać.
- Miałam cichą nadzieję, że jednak coś masz.. I tak, idę. Michelle mnie namó.. – Przerwała gwałtownie wiedząc, że popełniła błąd.
- Więc poproś Michelle, żeby coś ci przyniosła. – Chłodno powiedziała Daniyah. Odstawiła szklankę, z której dotychczas piła do zlewu. Przechodząc obok Clay, powiedziała – zamknij drzwi, kiedy będziesz wychodzić.
- Przepraszam, ale nie umiem sobie ciebie tam wyobrazić, to po pierwsze. – Zakrztusiła się Dani. – A po drugie, skąd ci przyszło do głowy, że w moje szafie znajdziesz coś sportowego? – Dodała nie przestając się śmiać.
- Miałam cichą nadzieję, że jednak coś masz.. I tak, idę. Michelle mnie namó.. – Przerwała gwałtownie wiedząc, że popełniła błąd.
- Więc poproś Michelle, żeby coś ci przyniosła. – Chłodno powiedziała Daniyah. Odstawiła szklankę, z której dotychczas piła do zlewu. Przechodząc obok Clay, powiedziała – zamknij drzwi, kiedy będziesz wychodzić.
Wyminęła ją i jeszcze na korytarzu wyciągnęła telefon.
- Conrad, masz już jakieś plany na resztę dnia?
*
Będzie się działo? ;>

Dzieje się, ciekawie się zapowiada!
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej!
Kocham to jak piszesz <3 <3 Wracam z odchłanii melanchujni <3
OdpowiedzUsuńLove. Hope