We can try another blend.

We can try another blend.
Avenged Sevenfold. Fikcja literacka.

sobota, 27 kwietnia 2013

4.

Hello!
Odcinek z dedykacją dla WalkingDead, czyli mej kochanej M., jak to napisałaś:
"Nawet pornos może być wyrafinowany".
Z nadzieją, że podołałam.
;*


4. Każda rozkosz pragnie wieczności.

10 sierpnia 2011

Sama słodycz.

Roztopiona czekolada spłynęła z jej kącika ust. Rozchyliła usta i pozwoliła, by ciemnobrązowa strużka wyznaczyła trasę po jej ciele. Kiedy kropla zatrzymała się na wysokości jej pępka, wdrapała się na kolanach na łóżko. Chwyciła jedną z truskawek, które jeszcze nie zostały wykorzystane i przejechała nią po swoim nagim ciele ścierając tym samym czekoladę. Zatrzymała dłoń tuż przy swoich ustach. Bardzo zmysłowo polizała koniuszek owocu, delikatnie przygryzła go i ciągle na czworaka przysunęła się do mężczyzny. Jego ręce zaciskające się w pięści sprawiały, że wypełniało ją jeszcze większe podniecenie.
- Torturujesz mnie – jęknął mężczyzna przywiązany do ramy łoża – Bella.
Kobieta zamknęła jego usta czerwonym owocem.
- Nie mów, że nie lubisz takich tortur – szepnęła prosto do jego ucha, przygryzła jego małżowinę i odsunęła się, by patrzeć na swoje dzieło. Ułożyła się na drugim końcu posłania i sama zaczęła wędrówkę po swoim ciele. Spod lekko przymkniętych oczu widziała, jak sok z przegryzionego owocu spływa po jego brodzie. Nie zastanawiając się, poderwała się i w mgnieniu oka znalazła znowu przed nim, by bardzo dokładnie zlizać jego szyję, brodę, a na końcu usta. Kolejny jęk wyrwał się z jego gardła, ale kobieta nie miała zamiaru przestać.
- Zauważyłam, że lubisz, kiedy błądzę po twoim ciele swoim językiem – czuła się, jakby była pod wpływem alkoholu. Słyszała własne bicie serca, słyszała krew przepływającą przez jej żyły. Adrenalina zmieszana z podnieceniem sprawiła, że jej ciało pokryło się potem, włosy zwilgotniały.
- Yhymm. – Tylko na taką odpowiedź było go stać, gdyż ciemnowłosa kobieta właśnie rozpoczęła swoją wędrówkę.
Bardzo dokładnie obrysowała każdy milimetr z jego wytatuowanych ramion przyprowadzając go tym samym do dreszczy. Miał wrażenie, że zgryzł swoje wargi do krwi, kiedy przeniosła się na jego podbrzusze. Przymknął oczy i skupił się na przyjemności, by nie wyrwać rąk z chust go oplatających, mimo że miał na to ogromną ochotę. Chciał ją posiąść, tu i teraz. Ona jakby czytając w jego myślach zatrzymała się nagle i po chwili poczuł ją na sobie.
- Rozwiąż mnie. – Przyjął władczy ton i ku swojej uciesze zobaczył, że posłuchała go.
- Proszę. – Zdążyła tylko tyle powiedzieć, bo teraz to on przejął kontrolę. Przyciągnął jej głowę jeszcze bliżej siebie i pocałował z tak ogromną pasją, że oboje na chwilę stracili oddech. Nagle poczuł silną potrzebę odwdzięczenia się jej, pozbawienia jej tchu na jeszcze dłużej. Chciał, żeby teraz to ona przygryzała wargi z podniecenia, namiętności i niecierpliwości. Chciał, by kolejne minuty zapanowały nad jej umysłem i wywróciły jej życie do góry nogami. Delikatnie, ale jednocześnie mocno związał małe ręce nad jej głową, prowokując ją tym do wygięcia swojego ciała w łuk. Przejechał swoimi dłońmi przez jej nagie ciało i napawał się drżeniem, które spowodował tym dotykiem.
- O, tak – mruknął, kiedy z jej ust wydobył się cichy jęk rozkoszy. Chwycił jej stopę i rozpoczął rozdawać jej pocałunki idąc w górę jej nogi. Zatrzymał się przy jej biodrze i włożył swój palec do jej ust. Wywołał tym kolejny jęk. Spojrzał na nią z widocznym podziwem, pochłaniał jej ponętne kształty wzrokiem. W końcu pochylił się nad nią i złożył na jej ustach długi pocałunek, w międzyczasie rozwiązując jej dłonie. Od razu zarzuciła je na jego szyję, chcąc być jak najbliżej jego umięśnionego ciała.

Zatrzymaj się i poczekaj chwilę. Kiedy patrzysz na mnie w ten sposób, kochanie, czego oczekiwałaś? Pewnie ciągle cię uwielbiam, kiedy obejmujesz rękami moją szyję. Albo tak było, kiedy ostatnio sprawdzałem.*

A potem nastąpił jeden z tych razy, których nie można nazwać zwyczajnym seksem. To był akt miłosny.


#

Ukryty motyw.

Usta Michelle lekko drgnęły skłaniając się w stronę uśmiechu. Przechyliła głowę w prawo i niby od niechcenia poprawiła włosy. Postronny obserwator mógłby wziąć jej zachowanie za całkowicie naturalne, bardzo kobiece, nawet niewinne. Na nieszczęście dla Mich, jej bliźniaczka nie była postronnym obserwatorem.
- Wiesz, że on teraz nie patrzy?
- Patrzył. – Odpowiedziała blondwłosa. – Widziałam, że kątem oka tu patrzył. – Mruknęła nie przerywając zabiegu.
Valary rozejrzała się po barze, w którym się znajdowali. Matt i Brian wesoło rozmawiali z właścicielem lokalu Johnny’m Kresimirem. Przypomniały jej się wszystkie chwile spędzone w tym miejscu, uśmiechnęła się do wspomnień.
- Pamiętasz, jak się tu pierwszy raz upiłaś? – Zapytała nagle. Michelle zaśmiała się i na chwilę zapomniała o roli, którą miała odgrywać.
- Szczerze to nie pamiętam. Ale nigdy nie daliście mi zapomnieć, że Brian mnie stąd wyniósł na rękach i zaniósł do swojego domu, żebym nie miała kłopotów.
Przestały się śmiać i czytając w swoich myślach zawołały do chłopaków, żeby przynieśli kolejne drinki.

Brian spojrzał w kierunku bliźniaczek siedzących przy stoliku. Nic tego dnia nie było w stanie zetrzeć jego uśmiechu z ust. Pociągnął łyk piwa i zmierzwił włosy. Bardzo niechętnie wypuścił Bellę ze swojego domu, ale nie wiele później okazało się to dobrym posunięciem. Nie czuł wyrzutów sumienia, że okłamał Michelle, ale jednak nie chciał, by prawda wyszła na jaw. A tak by się stało, gdyby Bella nie wyszła. Zaśmiał się, choć sam nie wiedział z czego.
- Dziewczyny nas wołają, wesołku – Matt przywrócił go do rzeczywistości. Wziął posłusznie zamówienie i wrócił do stolika.

- Pilnuj, żebym się po pijaku do niego za bardzo nie przykleiła, nie chcę teraz nic zepsuć – wyszeptała szybko Michelle do swojej siostry widząc, że panowie już wracają. Poprawiła bluzkę w jej ulubionym kolorze ciemnobordowym i z uśmiechem odebrała swojego drinka.
Brian męczył jedno piwo od kilku godzin i ze śmiechem obserwował tempo bliźniaczek. Val już nawet nie umiała usiedzieć, co skłoniło ich do zebrania się.
- To co, dopijamy i lecimy? – Michelle bardzo starała się wypowiedzieć to zdanie zrozumiale.
- Ty już chyba masz dosyć? – Zaśmiał się Matt, mimo że wizja niesienia małżonki do domu jego rodziców nie napawała go radością. Jednak mogło być to spowodowane tym, że on nie szczędził sobie tego wieczoru i w przeciwieństwie do Hanera, dotrzymywał towarzystwa bliźniaczkom.
Panowie nie mając innego wyboru ubrali maski rycerzy na białych koniach i hardo wyszli z baru z paniami w swoich ramionach.

Michelle otworzyła powoli oczy. Nie chciała się upić tak naprawdę i nawet nie pamiętała, kiedy to się stało. Za oknem świtało, kiedy jej piąstki zderzyły się z materacem.
- Niechby to szlag. – Zaklęła pod nosem rozglądając się po tak znajomym pokoju gościnnym państwa Sanders.

*
*Arctic Monkeys 505


2 komentarze:

  1. Cofam to, co tam brzydko mówiłam. Zdecydowanie nie powinnaś pisać imaginów, zmarnujesz się tam. Wydaj ff w formie książki, zawstydź tę typę od Greya, podbij świat. A to wszystko z "505" Małpek (lovelovelove) i ze mną, ofc. <3 No jaram się bardzo, ten cytat, awn, uwielbiam! A Ty chciałaś Muse, pf. No, w każdym razie podołałaś, w nagrodę nie będę celować winogronami w Ciebie, tylko obok Ciebie. Dziękuję za dedykację <3 I w sumie jak te moje mądrości Cię inspirują, to postaram się "błyskać" czymś takim częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W sumie Ci powiem, że Gery wcale jakiś tam specjalny nie był. O wiele bardziej wolę Twoje :) Wydawaj, a my z M. będziemy prowadzić Twój fanclub. Ewentualnie ja mogę być Twoją agentką :) Uwierz mi, ja sprzedam nawet śnieg na Alasce! Zawojujemy świat!!
    A co do odcinka to mnvjknlkdj;b njkvcnb lkmfvb jfkv mlkfjv kljmbklgb awww. Kobieto Ty mi tu takie teksty przed samym spaniem. W dodatku taki gorrący Brian! Mrauuuuuu tyle można powiedzieć hihi Heart Atacck <3
    Michelle nie daje za wygraną, och jak mi przykro nie ten adres kochana.
    Pisaj szybko nexta, bo ja więcej chcę!!!
    Lovee <3
    Joan <3

    OdpowiedzUsuń