Hello.
Pisane przy płycie 'Fever' Bullet for my Valentine [dziękuję Joanna Gates ;*]
Dla każdego, kto czyta.
Dla każdego, kto czyta.
5. W zemście i w miłości kobieta jest większym barbarzyńcą
niż mężczyzna.
20 sierpnia 2011
Nieład artystyczny.
- Słuchaj, mam taką propozycję. W sumie nie do odrzucenia. –
Zaczęła Michelle. – Może w końcu nauczysz się obsługi pralki, hm?
Brian podniósł wzrok na blondwłosą, która właśnie weszła do jego sypialni z ogromnym koszem świeżych ubrań. Zreflektował się i zabrał go jej.
- Ale po co? Mam ciebie – uśmiechnął się.
- Wiecznie żyć nie będę – mruknęła pod nosem, ale nie ukryła swojej satysfakcji.
- To może skoro już tu jesteś, to mi to jakoś ogarniesz? – Pokazał na kosz i drzwi do garderoby. Dowiedział się o istnieniu tego pomieszczenia zaledwie kilka godzin wcześniej, kiedy to bardzo zaspany nie trafił na klamkę otwierającą drzwi do łazienki, a jakąś obok. Zupełnie nie rozumiał w jakim celu drugie drzwi zostały pomalowane na kolor ścian i zostały tym samym zupełnie incognito. Wolał się jednak nie wgłębiać w psychikę bliźniaczek, które urządzały mu dom. Popatrzył błagalnie na Chelle, bowiem układanie ubrań nie należało do jego ulubionych zajęć.
- A możesz mi powiedzieć po co chcesz czyste ubrania układać w garderobie, skoro jutro jedziecie? Nie lepiej od razu spakować walizki?
Wyprostował plecy, wypuścił głośno powietrze i chwycił się za głowę.
- Trasa, ja pierdolę..
Michelle spojrzała na niego zdziwiona, ale wzruszyła tylko ramionami i zaczęła sortować ubrania mężczyzny.
- Mich, dzięki wielkie za pomoc, ale w takim razie ja się muszę ogarnąć. – Dał jej wymownego całusa w policzek i zostawił zdezorientowaną w pokoju, samemu wychodząc na korytarz.
- To chyba ja powinnam wyjść – mruknęła po raz kolejny. Spojrzała po stercie koszul, koszulek, spodni i skarpet, pokręciła głową i sama skierowała się do wyjścia.
Brian podniósł wzrok na blondwłosą, która właśnie weszła do jego sypialni z ogromnym koszem świeżych ubrań. Zreflektował się i zabrał go jej.
- Ale po co? Mam ciebie – uśmiechnął się.
- Wiecznie żyć nie będę – mruknęła pod nosem, ale nie ukryła swojej satysfakcji.
- To może skoro już tu jesteś, to mi to jakoś ogarniesz? – Pokazał na kosz i drzwi do garderoby. Dowiedział się o istnieniu tego pomieszczenia zaledwie kilka godzin wcześniej, kiedy to bardzo zaspany nie trafił na klamkę otwierającą drzwi do łazienki, a jakąś obok. Zupełnie nie rozumiał w jakim celu drugie drzwi zostały pomalowane na kolor ścian i zostały tym samym zupełnie incognito. Wolał się jednak nie wgłębiać w psychikę bliźniaczek, które urządzały mu dom. Popatrzył błagalnie na Chelle, bowiem układanie ubrań nie należało do jego ulubionych zajęć.
- A możesz mi powiedzieć po co chcesz czyste ubrania układać w garderobie, skoro jutro jedziecie? Nie lepiej od razu spakować walizki?
Wyprostował plecy, wypuścił głośno powietrze i chwycił się za głowę.
- Trasa, ja pierdolę..
Michelle spojrzała na niego zdziwiona, ale wzruszyła tylko ramionami i zaczęła sortować ubrania mężczyzny.
- Mich, dzięki wielkie za pomoc, ale w takim razie ja się muszę ogarnąć. – Dał jej wymownego całusa w policzek i zostawił zdezorientowaną w pokoju, samemu wychodząc na korytarz.
- To chyba ja powinnam wyjść – mruknęła po raz kolejny. Spojrzała po stercie koszul, koszulek, spodni i skarpet, pokręciła głową i sama skierowała się do wyjścia.
Wyciągnął telefon i wybrał numer. Kiedy nie odebrała, po
piątym sygnale rozłączył się. Wrócił do sypialni i niepewnie skierował swoje
kroki w stronę garderoby. Wszedł do środka
i załamał ręce.
- Cholerne bliźniaczki!
Szybko wybiegł z domu i dogonił Michelle zanim wsiadła do swojego samochodu.
- Chelle, czekaj!
Popatrzyła na niego z uśmiechem.
- Co jest Bri?
- Ile razy mam wam mówić, że mój artystyczny nieład to jest to, co lubię?
- Haner, to był burdel, a nie nieład artystyczny. – Prychnęła pod nosem.
- Ale mój burdel! – Pisnął, na co kobieta roześmiała się. – Nie wiem teraz, gdzie co jest.
- Nie złość się, złość piękności szkodzi – dała mu kuksańca w bok. – Chodź, pomogę ci. – Chwyciła go pod ramię i niemal w podskokach ruszyła z powrotem w stronę domu.
- Cholerne bliźniaczki!
Szybko wybiegł z domu i dogonił Michelle zanim wsiadła do swojego samochodu.
- Chelle, czekaj!
Popatrzyła na niego z uśmiechem.
- Co jest Bri?
- Ile razy mam wam mówić, że mój artystyczny nieład to jest to, co lubię?
- Haner, to był burdel, a nie nieład artystyczny. – Prychnęła pod nosem.
- Ale mój burdel! – Pisnął, na co kobieta roześmiała się. – Nie wiem teraz, gdzie co jest.
- Nie złość się, złość piękności szkodzi – dała mu kuksańca w bok. – Chodź, pomogę ci. – Chwyciła go pod ramię i niemal w podskokach ruszyła z powrotem w stronę domu.
#
Wystawa artystyczna.
Nancia Clay, wyjątkowo ubrana, siedziała po turecku na
dywanie w mieszkaniu swojej najlepszej przyjaciółki i, wyjątkowo zamiast rąk
pełnych marihuany, zajęta była robieniem notatek.
- U, czyżby egzamin się zbliżał? – Usłyszała śmiech owej przyjaciółki.
- Dan, ja już nie mogę. – Ze złością rzuciła notatnikiem i długopisem.
- Hej, jesteś jak zawsze obkuta, nie masz się czym przejmować – przytuliła ją ciemnowłosa.
- Łatwo ci mówić, bo nie masz do czynienia z profesorem pijawką! – Wycharczała w jej bark.
- Pijawka, powiadasz? – Spojrzała na Nancię. – No, to musisz się odstresować.
- U, czyżby egzamin się zbliżał? – Usłyszała śmiech owej przyjaciółki.
- Dan, ja już nie mogę. – Ze złością rzuciła notatnikiem i długopisem.
- Hej, jesteś jak zawsze obkuta, nie masz się czym przejmować – przytuliła ją ciemnowłosa.
- Łatwo ci mówić, bo nie masz do czynienia z profesorem pijawką! – Wycharczała w jej bark.
- Pijawka, powiadasz? – Spojrzała na Nancię. – No, to musisz się odstresować.
Ruszyła w stronę kuchni.
- Moore, telefon ci wibruje! – Usłyszała, kiedy sięgała po dwa kieliszki i wino.
- Kto dzwoni? – Wychyliła głowę.
- Jakiś Warhol. Odebrać?
- Nie. To nic ważnego. Olej.
- Moore, telefon ci wibruje! – Usłyszała, kiedy sięgała po dwa kieliszki i wino.
- Kto dzwoni? – Wychyliła głowę.
- Jakiś Warhol. Odebrać?
- Nie. To nic ważnego. Olej.
Były w połowie butelki, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kogo znów niesie – burknęła Daniyah i z ociąganiem wstała z podłogi.
- Ja nikogo nie zapraszałam! – Clay uniosła ręce w geście niewinności.
- Jakbym cię nie znała, to bym to kupiła! – Krzyknęła już z korytarza Dani. Z impetem otworzyła drzwi, gotowa do konfrontacji z niechcianym gościem, ale ze zdziwienia odebrało jej mowę.
- Cześć.
- Cześć, Conrad. – Podrapała się niezdarnie po głowie. Dopiero po chwili się ocknęła. – Może.. wejdziesz?
Przechodząc obok niej cmoknął ją w policzek i od razu skierował się do salonu.
- Nancia, jak się masz? Przygotowana na pijawkę? – Uśmiechnął się do blondynki.
- Ona by nie była? – Usłyszał za sobą głos Dani.
- A dajcie wy mi spokój! – Szybko wstała i podeszła do ciemnowłosej. – Wysłuchaj go zanim spalisz nasz plan w ogniu własnej negacji, ok? Ja idę się wyspać, dam znać jutro jak poszło. – Nie dając Moore czasu na odpowiedź, po prostu wyszła.
- Kogo znów niesie – burknęła Daniyah i z ociąganiem wstała z podłogi.
- Ja nikogo nie zapraszałam! – Clay uniosła ręce w geście niewinności.
- Jakbym cię nie znała, to bym to kupiła! – Krzyknęła już z korytarza Dani. Z impetem otworzyła drzwi, gotowa do konfrontacji z niechcianym gościem, ale ze zdziwienia odebrało jej mowę.
- Cześć.
- Cześć, Conrad. – Podrapała się niezdarnie po głowie. Dopiero po chwili się ocknęła. – Może.. wejdziesz?
Przechodząc obok niej cmoknął ją w policzek i od razu skierował się do salonu.
- Nancia, jak się masz? Przygotowana na pijawkę? – Uśmiechnął się do blondynki.
- Ona by nie była? – Usłyszał za sobą głos Dani.
- A dajcie wy mi spokój! – Szybko wstała i podeszła do ciemnowłosej. – Wysłuchaj go zanim spalisz nasz plan w ogniu własnej negacji, ok? Ja idę się wyspać, dam znać jutro jak poszło. – Nie dając Moore czasu na odpowiedź, po prostu wyszła.
Daniyah nie wiedziała jak się zachować, więc wróciła na
swoje wcześniejsze miejsce i nalała sobie kolejny kieliszek wina. Nie odzywali
się przez kilka minut, kiedy on postanowił przerwać ciszę.
- Masz za dwa dni urodziny.
- Serio? Musicie mi o tym przypominać? – Wywróciła oczyma.
- Chcemy cię gdzieś zabrać.
- Przepraszam, rozumiem, że Nan, to w końcu moja przyjaciółka. Ale ty?
Mężczyzna zaśmiał się i pokręcił głową.
- Naprawdę jesteś taka naiwna? – Widząc jej dezorientację, dodał – jesteś. No dobra. Nasze rodziny są bardzo tradycyjne i tradycji łamać nie lubią. Więc chcesz, czy nie chcesz, trochę czasu razem spędzimy.
- A, o to ci chodzi. – Mruknęła zdegustowana. – Wybacz, ale co to za kretyński pomysł, żeby zaręczać dzieci?
Conrad chwycił butelkę wina i nawet nie szukając kieliszka, napił się prosto z niej.
- No kretyński, ale co poradzimy.
- Słuchaj, to nic osobistego, ale.. – Spojrzała na niego wymownie.
- Nie chcesz być moją żoną, rozumiem. Ale nie będę też udawać, że nigdy nie miałem do ciebie żadnych uczuć. Wiesz, romantycznych.
W ciszy dopili resztę wina.
- Pójdę po jeszcze jedną butelkę – Daniyah próbowała wstać, ale Neeson ją powstrzymał.
- Mam lepszy pomysł. Chodź ze mną. – Pociągnął ją za rękę. Wyczuwając jej opór, spojrzał na nią. – Nie ufasz mi?
- Jestem pod wpływem alkoholu, moje zmysły nie są już tak ostre. Poza tym, straciłam zdolność do oceniania sytuacji.
- Ale cięty język ci został, więc chodź.
- Masz za dwa dni urodziny.
- Serio? Musicie mi o tym przypominać? – Wywróciła oczyma.
- Chcemy cię gdzieś zabrać.
- Przepraszam, rozumiem, że Nan, to w końcu moja przyjaciółka. Ale ty?
Mężczyzna zaśmiał się i pokręcił głową.
- Naprawdę jesteś taka naiwna? – Widząc jej dezorientację, dodał – jesteś. No dobra. Nasze rodziny są bardzo tradycyjne i tradycji łamać nie lubią. Więc chcesz, czy nie chcesz, trochę czasu razem spędzimy.
- A, o to ci chodzi. – Mruknęła zdegustowana. – Wybacz, ale co to za kretyński pomysł, żeby zaręczać dzieci?
Conrad chwycił butelkę wina i nawet nie szukając kieliszka, napił się prosto z niej.
- No kretyński, ale co poradzimy.
- Słuchaj, to nic osobistego, ale.. – Spojrzała na niego wymownie.
- Nie chcesz być moją żoną, rozumiem. Ale nie będę też udawać, że nigdy nie miałem do ciebie żadnych uczuć. Wiesz, romantycznych.
W ciszy dopili resztę wina.
- Pójdę po jeszcze jedną butelkę – Daniyah próbowała wstać, ale Neeson ją powstrzymał.
- Mam lepszy pomysł. Chodź ze mną. – Pociągnął ją za rękę. Wyczuwając jej opór, spojrzał na nią. – Nie ufasz mi?
- Jestem pod wpływem alkoholu, moje zmysły nie są już tak ostre. Poza tym, straciłam zdolność do oceniania sytuacji.
- Ale cięty język ci został, więc chodź.
Rozejrzała się zdziwiona i jednocześnie zachwycona.
- Nie wiedziałam, że prawnicy znają się na sztuce – chwyciła się jego ramienia, by utrzymać równowagę.
- Jeszcze dużo rzeczy nie wiesz o prawnikach. – Zaśmiał się. – Jesteś pierwszą odwiedzającą.
- To jeszcze nie otwarta wystawa? – Krzyknęła. – Czy my się tu włamaliśmy? – Dodała o wiele ciszej.
- Nie, głuptasie. Nie włamaliśmy się. Moja znajoma ją organizowała, dała mi klucze. – Wyjaśnił.
Ale ona go już nie słuchała, zbyt wpatrzona na piękno obrazów i rzeźb.
- Nie wiedziałam, że prawnicy znają się na sztuce – chwyciła się jego ramienia, by utrzymać równowagę.
- Jeszcze dużo rzeczy nie wiesz o prawnikach. – Zaśmiał się. – Jesteś pierwszą odwiedzającą.
- To jeszcze nie otwarta wystawa? – Krzyknęła. – Czy my się tu włamaliśmy? – Dodała o wiele ciszej.
- Nie, głuptasie. Nie włamaliśmy się. Moja znajoma ją organizowała, dała mi klucze. – Wyjaśnił.
Ale ona go już nie słuchała, zbyt wpatrzona na piękno obrazów i rzeźb.
#
21 sierpnia 2011
Przypadkowe spotkanie.
Daniyah zerwała się z samego rana na równe nogi i z
niecierpliwością czekała na wiadomość od przyjaciółki. Dzwoniła do Warhola, ale
nie odebrał, więc zrezygnowana postanowiła iść na większe zakupy spożywcze. Chodziła
spokojnie po sklepie, kiedy poczuła, że ktoś szarpie ją za ramię.
- Ty dziwko!
Dani rozejrzała się i widząc, że jakaś blondyna mówi to wyraźniej do niej, powoli odłożyła trzymany akurat w rękach makaron to wózka i spojrzała na nieznajomą.
- Przepraszam, myślałam, że mówisz do lustra.
- Spałaś z Brianem! – Usłyszała.
- Niestety, nic mi to imię nie mówi. – Zrobiła zawiedzioną minę. Blondynka aż zagotowała się ze złości.
- Widziałam cię z nim!
- Michelle! – Dołączył do nich trzeci głos. – Co ty robisz?! Bardzo cię przepraszam. – Właścicielka tegoż głosu była kopią tej pierwszej, ale z ciemnymi włosami. – Siostra bardzo przeżywa nieodwzajemnioną miłość.
- Słoneczko, zdałam! – Daniyah, która jeszcze nie wyszła z szoku, przytuliła się do Clay, która nie wiedzieć skąd zjawiła się w sklepie i dała właśnie ciemnowłosej soczystego buziaka w usta.
Bliźniaczki schyliły głowy, ciemnowłosa ze śmiechu, blondynka z zażenowania.
- Przepraszam, musiałam cię z kimś pomylić – mruknęła pod nosem.
- Nie szkodzi – uśmiechnęła się Moore. Już miała odchodzić, kiedy coś przyszło jej do głowy. - Ale szkoda nerwów na faceta. – Chwyciła Nancię w pasie i ruszyły przez sklep.
- Ty dziwko!
Dani rozejrzała się i widząc, że jakaś blondyna mówi to wyraźniej do niej, powoli odłożyła trzymany akurat w rękach makaron to wózka i spojrzała na nieznajomą.
- Przepraszam, myślałam, że mówisz do lustra.
- Spałaś z Brianem! – Usłyszała.
- Niestety, nic mi to imię nie mówi. – Zrobiła zawiedzioną minę. Blondynka aż zagotowała się ze złości.
- Widziałam cię z nim!
- Michelle! – Dołączył do nich trzeci głos. – Co ty robisz?! Bardzo cię przepraszam. – Właścicielka tegoż głosu była kopią tej pierwszej, ale z ciemnymi włosami. – Siostra bardzo przeżywa nieodwzajemnioną miłość.
- Słoneczko, zdałam! – Daniyah, która jeszcze nie wyszła z szoku, przytuliła się do Clay, która nie wiedzieć skąd zjawiła się w sklepie i dała właśnie ciemnowłosej soczystego buziaka w usta.
Bliźniaczki schyliły głowy, ciemnowłosa ze śmiechu, blondynka z zażenowania.
- Przepraszam, musiałam cię z kimś pomylić – mruknęła pod nosem.
- Nie szkodzi – uśmiechnęła się Moore. Już miała odchodzić, kiedy coś przyszło jej do głowy. - Ale szkoda nerwów na faceta. – Chwyciła Nancię w pasie i ruszyły przez sklep.
Michelle aż cała drgała. Siedziały już w samochodzie, a jej
siostra paliła papierosa. Nie pamiętała, kiedy ją ostatni raz widziała z fajką
między palcami.
- Świrujesz.
Chelle otarła łzy.
- Jak będziesz robiła takie sceny zazdrości to na pewno nie będziecie razem. – Fuknęła na blondynkę Val.
Michelle obróciła się do szyby i wytarła kolejną porcję łez. Przez myśl jej przeszło, że warto wiedzieć jedną rzecz. Łzy nie sprawią, że pokocha cię ktoś, kto się nie kocha.
- Świrujesz.
Chelle otarła łzy.
- Jak będziesz robiła takie sceny zazdrości to na pewno nie będziecie razem. – Fuknęła na blondynkę Val.
Michelle obróciła się do szyby i wytarła kolejną porcję łez. Przez myśl jej przeszło, że warto wiedzieć jedną rzecz. Łzy nie sprawią, że pokocha cię ktoś, kto się nie kocha.
*

Michelle jako asystentka ds. wszystkiego, czytaj: wyręcza Briana we wszystkim, co nie jest ekscytujące i muszą to robić zwykli ludzie, bo on jest za leniwy i lubi się wysługiwać, taaak. Jeśli spojrzeć by na to z trochę szerszym zasięgiem wyobraźni, to to było do przewidzenia, w końcu taaak kochasz Michelle :D Nancia for the win, jest najlepsza, kochusiam ją całym moim małym, czarnym serduszkiem, miłością czystą i nieskalaną <3 Najlepsza postać i trudno, że to Dani jest tą główną. Cała ta sytuacja z zaplanowanym ślubem jest mocno dziwna, albo to ja jestem mniej konserwatywna, niż myślałam. Chociaż w sumie to i tak nie wyjdzie, bo Brian, Warhol, czy jak tam wolisz. Scena w sklepie ftw, Michelle skojarzyła mi się z taką typą z filmu, z rozmazanym makijażem, flaszką w dłoni i złamanym sercem. Trochę jej szkoda, ale tylko trochę :D
OdpowiedzUsuń"- Ty dziwko!
- Przepraszam, myślałam, że mówisz do lustra."
No, tyle na temat XD
Bulleci są dobrzy na wszystko :* Odcinek mi się podoba, jak każdy z resztą :) Brian trochę wykorzystuje fakt, że Michelle jest na każde jego zawołanie. Ona sama jest trochę sobie winna. Cóż mawiają, że miłość jest ślepa. Ten Condzi to niech się w końcu odwali, a nie na wystawy Dani zabiera nooo. Lubię zakręconą przyjaciółkę :) Nancia rulez :) Scena w sklepie, chciałabym to zobaczyć! Tak więc zapuszczaj Bulletów i kolejny odcinek, jakieś małe 'Dirty Little Secret'?
OdpowiedzUsuńLovee<3
Joan<3