Hello!
Dużo się dzieje, niekoniecznie fajnie. Pewnie już wiecie o rozpadzie związku Zacha z Geną. Jeśli o to chodzi, pisałam sporo z dziewczynami prowadzącymi fanpage żon, trochę się dowiedziałam, gdybyście się chciały czegoś więcej dowiedzieć - może będę mogła pomóc ; ))
Ponadto, chłopaki znowu robią nadzieję.
Śledzimy ich stronę z WalkingDead od kilku dni, ale po obietnicach nowej piosenki właśnie same obietnice zostały. Dziś coś ruszyło na tt, ale co z tego wyjdzie - trudno powiedzieć.
No nic, po raz kolejny pozostaje nam cierpliwie czekać.
A tymczasem, zapraszam na nowy rozdział.
Ponadto, chłopaki znowu robią nadzieję.
Śledzimy ich stronę z WalkingDead od kilku dni, ale po obietnicach nowej piosenki właśnie same obietnice zostały. Dziś coś ruszyło na tt, ale co z tego wyjdzie - trudno powiedzieć.
No nic, po raz kolejny pozostaje nam cierpliwie czekać.
A tymczasem, zapraszam na nowy rozdział.
Enjoy ; *
3. Co jest pieczęcią
osiągniętej wolności? Przestań wstydzić się samego siebie.
8 lipca 2011
Apartament.
Daniyah jeszcze nie otworzyła oczu, a już poczuła potrzebę
przeciągnięcia się. Niespiesznie rozruszała kark, strzeliła palcami, ziewnęła i
rozprostowała ręce na boki. Lekki uśmiech wkradł się na jej usta, kiedy
otwierając oczy zobaczyła śpiącego mężczyznę obok siebie. Nie był to jednak
uśmiech skrywający tajemnicę miłości czy innej bzdety, a mały pomiot szatański,
będący wypadkową genialnego seksu z odzyskaniem wolności. Matka padłaby na
zawał, gdyby nas teraz zobaczyła, pomyślała z satysfakcją.
- Oj, jestem niegrzeczna – mruknęła pod nosem i wstała z łóżka. Nie trudziła się, by nie obudzić nieznajomego, w końcu sam chciał, żeby było głośno. Zarumieniła się na wspomnienie nocy. Zresztą, mężczyzna wyglądał, jakby nic nie było go w stanie wybudzić ze snu. Sięgnęła na podłogę w poszukiwaniu swojej bielizny i szybko ją założyła. Stała na środku ogromnej sypialni, bardzo stylowej. Beżowe ściany idealnie współgrały z ciemnobordowymi zasłonami wiszącymi w dużych oknach. Ciemna komoda stojąca przy ścianie służyła jako półka na filmy i kilka zagubionych książek. Obróciła się, by zerknąć na łóżko, z którego dopiero co wstała. Ciemna rama, idealnie pasująca kolorystycznie do komody, na niej materac przykryty beżowym prześcieradłem, a na tym wszystkim on, śpiący pod ciemnobordową pościelą. Przekrzywiła głowę podziwiając obraz wiszący nad łóżkiem.
- Andy Warhol? – Ze zdziwieniem spojrzała na śpiącego mężczyznę. Zaintrygowały ją drzwi znajdujące się obok komody, a kiedy je otworzyła nie mogła powstrzymać się od westchnienia. Zachwycona podeszła do ogromnej wanny znajdującej się na samym środku pomieszczenia i wręcz z namaszczeniem pogłaskała jej krawędź. Pokręciła głową i wróciła do głównej sypialni.
- Albo zdradzasz swoją kobietę, albo właśnie nawróciłam geja. – Nie chcąc więcej myśleć nałożyła swoją sukienkę i wyszła z pokoju. W głębi duszy wiedziała, że tak czy inaczej, jeszcze nie jedną noc w tym domu spędzi.
- Oj, jestem niegrzeczna – mruknęła pod nosem i wstała z łóżka. Nie trudziła się, by nie obudzić nieznajomego, w końcu sam chciał, żeby było głośno. Zarumieniła się na wspomnienie nocy. Zresztą, mężczyzna wyglądał, jakby nic nie było go w stanie wybudzić ze snu. Sięgnęła na podłogę w poszukiwaniu swojej bielizny i szybko ją założyła. Stała na środku ogromnej sypialni, bardzo stylowej. Beżowe ściany idealnie współgrały z ciemnobordowymi zasłonami wiszącymi w dużych oknach. Ciemna komoda stojąca przy ścianie służyła jako półka na filmy i kilka zagubionych książek. Obróciła się, by zerknąć na łóżko, z którego dopiero co wstała. Ciemna rama, idealnie pasująca kolorystycznie do komody, na niej materac przykryty beżowym prześcieradłem, a na tym wszystkim on, śpiący pod ciemnobordową pościelą. Przekrzywiła głowę podziwiając obraz wiszący nad łóżkiem.
- Andy Warhol? – Ze zdziwieniem spojrzała na śpiącego mężczyznę. Zaintrygowały ją drzwi znajdujące się obok komody, a kiedy je otworzyła nie mogła powstrzymać się od westchnienia. Zachwycona podeszła do ogromnej wanny znajdującej się na samym środku pomieszczenia i wręcz z namaszczeniem pogłaskała jej krawędź. Pokręciła głową i wróciła do głównej sypialni.
- Albo zdradzasz swoją kobietę, albo właśnie nawróciłam geja. – Nie chcąc więcej myśleć nałożyła swoją sukienkę i wyszła z pokoju. W głębi duszy wiedziała, że tak czy inaczej, jeszcze nie jedną noc w tym domu spędzi.
#
Koszmary niesenne.
Poruszył się pod wpływem delikatnego dotyku na swoim
policzku. Błogo się uśmiechnął i powstrzymał chęć podrapania swojego krocza. W
pamięci odtwarzał jej pocałunki, ich wspólną grę miłosną, tę namiętność. Na
samą myśl poczuł się gotowy na poranne igraszki z piękną nieznajomą i ciągle
nie otwierając oczu, wyszukał jej ciało. Szybko pociągnął ją tak, by znalazła
się na nim. Z radosnym piskiem zarzuciła mu swoje dłonie na jego szyję i
schyliła się do jego ucha.
- Och Brian. – W momencie, kiedy chciała go pocałować on otworzył oczy i wrzasnął przerażony.
- Michelle?! – Szybko zakrył jak najwięcej swojego nagiego ciała, dziękując sobie w duchu, że nie wpuścił jej pod kołdrę. Złość aż mu parowała z uszu i zdawało się, jakby nagle stracił zdolność do myślenia. W końcu jej usta niebezpiecznie zbliżające się do jego ust nakazały mu działać. – Co ty tu, kurwa, robisz?
- Chcę cię pocałować głuptasie. – Spojrzała na niego z konsternacją.
- Na jakiej podstawie?! – Zrzucił ją z siebie.
- Na takiej, że przed momentem sam tego chciałeś! Nie musisz być takim dupkiem. – Z wściekłością wstała z łóżka i wychodząc naciągnęła podwiniętą spódnicę. Brian w pośpiechu włożył spodnie i wybiegł za nią. Zdążył ją złapać w połowie schodów.
- Chelle, ja wiem, że jestem beznadziejny..
- Cieszę się, że zdajesz sobie z tego sprawę. – Burknęła, ale zatrzymała się.
- Ale nie możesz mnie winić za to, że cię nie kocham.
- Tylko mi nie próbuj wmawiać, że kochasz tę dziwkę, która była u ciebie na noc! – Nie wytrzymała, ale nie chcąc się przy nim rozpłakać, tupnęła nogą.
- Co? O czym ty mówisz? Michelle.. Nigdzie się stąd nie ruszałem całą noc. – Łgał bez mrugnięcia okiem. – I nikogo tu nie było, aż do twojego przyjścia. – Spojrzał na nią i przytulił. – Oj, Mich. Nigdy nie miałaś dobrej głowy do picia, co?
Poczuła jego uśmiech przy swojej głowie, tak samo, jak poczuła jego kłamstwo. Przybrała najbardziej niewinną minę, na jaką było ją stać, chwyciła się za głowę i udając kaca, westchnęła w jego ramiona.
- Po prostu było mi wczoraj bardzo źle z tym wszystkim, może przesadziłam z wódką – spojrzał na nią z góry – no dobra. Bardzo przesadziłam z wódką i może wracając na chwilę zgubiłam kurs i się tu znalazłam, ale grzecznie wróciłam do domu. – Pochyliła głowę, niby skruszona. Podziałało tak, jak się spodziewała. Targnięty wyrzutami sumienia chwycił jej brodę i pociągnął do góry, by na niego spojrzała.
- Wszystko jest już dobrze, tak? – Cmoknął jej czoło. Nie tego chciała, ale wymusiła uśmiech. Nie chcąc stracić takiej okazji chwyciła go za rękę i poprowadziła do kuchni.
- Skoro już to mamy za sobą, to pozwól, że zrobię nam śniadanie. – Nawet się nie łudził, że wyłączył jej miłość w swoją stronę, a jednak pozwolił jej, by poczuła się gospodynią. W końcu facet też musi coś jeść, szczególnie po tak upojnej nocy.
- Och Brian. – W momencie, kiedy chciała go pocałować on otworzył oczy i wrzasnął przerażony.
- Michelle?! – Szybko zakrył jak najwięcej swojego nagiego ciała, dziękując sobie w duchu, że nie wpuścił jej pod kołdrę. Złość aż mu parowała z uszu i zdawało się, jakby nagle stracił zdolność do myślenia. W końcu jej usta niebezpiecznie zbliżające się do jego ust nakazały mu działać. – Co ty tu, kurwa, robisz?
- Chcę cię pocałować głuptasie. – Spojrzała na niego z konsternacją.
- Na jakiej podstawie?! – Zrzucił ją z siebie.
- Na takiej, że przed momentem sam tego chciałeś! Nie musisz być takim dupkiem. – Z wściekłością wstała z łóżka i wychodząc naciągnęła podwiniętą spódnicę. Brian w pośpiechu włożył spodnie i wybiegł za nią. Zdążył ją złapać w połowie schodów.
- Chelle, ja wiem, że jestem beznadziejny..
- Cieszę się, że zdajesz sobie z tego sprawę. – Burknęła, ale zatrzymała się.
- Ale nie możesz mnie winić za to, że cię nie kocham.
- Tylko mi nie próbuj wmawiać, że kochasz tę dziwkę, która była u ciebie na noc! – Nie wytrzymała, ale nie chcąc się przy nim rozpłakać, tupnęła nogą.
- Co? O czym ty mówisz? Michelle.. Nigdzie się stąd nie ruszałem całą noc. – Łgał bez mrugnięcia okiem. – I nikogo tu nie było, aż do twojego przyjścia. – Spojrzał na nią i przytulił. – Oj, Mich. Nigdy nie miałaś dobrej głowy do picia, co?
Poczuła jego uśmiech przy swojej głowie, tak samo, jak poczuła jego kłamstwo. Przybrała najbardziej niewinną minę, na jaką było ją stać, chwyciła się za głowę i udając kaca, westchnęła w jego ramiona.
- Po prostu było mi wczoraj bardzo źle z tym wszystkim, może przesadziłam z wódką – spojrzał na nią z góry – no dobra. Bardzo przesadziłam z wódką i może wracając na chwilę zgubiłam kurs i się tu znalazłam, ale grzecznie wróciłam do domu. – Pochyliła głowę, niby skruszona. Podziałało tak, jak się spodziewała. Targnięty wyrzutami sumienia chwycił jej brodę i pociągnął do góry, by na niego spojrzała.
- Wszystko jest już dobrze, tak? – Cmoknął jej czoło. Nie tego chciała, ale wymusiła uśmiech. Nie chcąc stracić takiej okazji chwyciła go za rękę i poprowadziła do kuchni.
- Skoro już to mamy za sobą, to pozwól, że zrobię nam śniadanie. – Nawet się nie łudził, że wyłączył jej miłość w swoją stronę, a jednak pozwolił jej, by poczuła się gospodynią. W końcu facet też musi coś jeść, szczególnie po tak upojnej nocy.
#
Uwolniona.
Do podskoków było jej daleko, ale radosnym uśmiechem
zarażała przechodniów. Nie zdawała sobie sprawy, jak wcześnie wyszła z jego
domu, dopóki nie zobaczyła chłopca roznoszącego gazety. Musiało być przed
siódmą rano. W tym przekonaniu utrwalili ją ludzie leniwie wychodzący z domu,
by zaraz pędzić samochodami do pracy. Kilku staruszków grających w szachy przy
oceanie ukłoniło jej się, a ona im pomachała. Pomyślała o tym, co ją spotka w
domu, a raczej kto. Skręciła w swoją alejkę i po chwili zastanowienia weszła do
osiedlowego sklepu.
- Dzień dobry Daniayh!
- Witaj, Greto – uśmiechnęła się do starej sprzedawczyni. – Potrzebuję kilka rzeczy, ale nie mam przy sobie portfela.
- Nie krępuj się dziecino, bierz co potrzebujesz. – Moore popatrzyła z czułością na Gretę i z solenną obietnicą, że wróci niedługo zapłacić, wyszła z zakupami.
- Dzień dobry Daniayh!
- Witaj, Greto – uśmiechnęła się do starej sprzedawczyni. – Potrzebuję kilka rzeczy, ale nie mam przy sobie portfela.
- Nie krępuj się dziecino, bierz co potrzebujesz. – Moore popatrzyła z czułością na Gretę i z solenną obietnicą, że wróci niedługo zapłacić, wyszła z zakupami.
Wchodząc do mieszkania od razu skierowała swoje kroki do
kuchni. Będąc w tak dobrym humorze postanowiła przygotować śniadanie. Cała w
skowronkach, o które by się nigdy nie podejrzewała, przygotowała włoskie ciasteczka
i prawdziwe cappuccino. Z takim asortymentem ruszyła ku swojej sypialni, gdzie
spodziewała się zastać najlepszą przyjaciółkę.
- Wstawaj śpiochu – odstawiła tacę na szafkę nocną i przysiadła na łóżku opierając się jego ramę.
- Co jest.. – Zaspana Clay wygramoliła się spod kołdry i wyczuwając smaczne zapachy wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Podniosła się bez wahania i sięgnęła przez Daniyah po kawę.
- Dlaczego mnie to nie dziwi? – Jęknęła ciemnowłosa.
- No co? – Zaśmiała się blondynka. Upiła łyk napoju i spojrzała w dół. – Ach. Spanie nago pomaga w zwiększeniu pewności siebie. To jest udowodnione naukowo! – Zaśmiała się. – Nie patrz tak na mnie. Od tego wzroku zaczyna mnie mózg boleć.
Ty razem to Dani się zaśmiała.
- Po pierwsze, mózg nie odczuwa bólu i to jest udowodnione naukowo – zaznaczyła swoją rację. – A po drugie, przepraszam, co cię boli?
- Małpa! – Nancia odstawiła swoją kawę, naciągnęła na siebie szlafrok i rzuciła się na przyjaciółkę z poduszką. – Zrobiłaś prawdziwe sfogliatine? Kocham cię. – Zmieniła swój cel na tacę z przysmakami.
Moore złapała jedno ciasteczko, i zagryzając je śmiała się sama do siebie.
- Co ci tak wesoło? – Nan zapytała między kęsami.
- Wstawaj śpiochu – odstawiła tacę na szafkę nocną i przysiadła na łóżku opierając się jego ramę.
- Co jest.. – Zaspana Clay wygramoliła się spod kołdry i wyczuwając smaczne zapachy wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Podniosła się bez wahania i sięgnęła przez Daniyah po kawę.
- Dlaczego mnie to nie dziwi? – Jęknęła ciemnowłosa.
- No co? – Zaśmiała się blondynka. Upiła łyk napoju i spojrzała w dół. – Ach. Spanie nago pomaga w zwiększeniu pewności siebie. To jest udowodnione naukowo! – Zaśmiała się. – Nie patrz tak na mnie. Od tego wzroku zaczyna mnie mózg boleć.
Ty razem to Dani się zaśmiała.
- Po pierwsze, mózg nie odczuwa bólu i to jest udowodnione naukowo – zaznaczyła swoją rację. – A po drugie, przepraszam, co cię boli?
- Małpa! – Nancia odstawiła swoją kawę, naciągnęła na siebie szlafrok i rzuciła się na przyjaciółkę z poduszką. – Zrobiłaś prawdziwe sfogliatine? Kocham cię. – Zmieniła swój cel na tacę z przysmakami.
Moore złapała jedno ciasteczko, i zagryzając je śmiała się sama do siebie.
- Co ci tak wesoło? – Nan zapytała między kęsami.
- A, długo by opowiadać. Chyba powinnyśmy się wybrać na zakupy. – Siedziały tak
we dwie i śmiejąc się do siebie ustalały plan działania na kolejne godziny.
#
Wieczorne zachcianki.
Już dawno wróciły z miasta. Nancia postanowiła odwiedzić
swoich rodziców, za to Daniyah przebierała w swoich świeżo nabytych ubraniach. Nie
mając żadnego lepszego pomysłu na spędzenie wieczoru, szybko podjęła decyzję.
Zastukała trzy raz, nerwowo rozglądając się wokół
siebie. W końcu nie wiedziała czy nie wdała się przypadkiem w romans z zajętym
mężczyzną. Mógł mieć gości w domu, albo mogło go w ogóle tam nie być. Jednak od
rana była tak pobudzona, jak jeszcze nigdy przez ostatnie 20 lat swojego życia.
Wcześniej do pobudzenia wystarczyło jej, że świeciło słońce i nie padał deszcz.
Musiała coś z tą energią zrobić, a jak się okazało, znalazła na nią całkiem
przyjemny sposób. Kiedy już miała odpuścić i odejść od drzwi, te lekko się
otworzyły. - To ty – usłyszała – dzięki Bogu. – Nie dając jej swoim zwyczajem czasu na odpowiedź, wciągnął ją do domu i zaczął namiętnie całować.
- Chcę wyjaśnić tylko jedno – udało jej się powiedzieć pomiędzy jękami. – Nie chcę znać twojej osobowości, twojej mamy, ani nawet twojego imienia.
- To się idealnie składa – nie przerywał pocałunków prowadząc ją przez swój dom – bo mi to nie przeszkadza. Ale jakoś musimy się kontaktować. – Oparł ją o ścianę i rozpoczął wędrówkę po jej gorącym ciele zaczynając od szyi.
- Będę na ciebie mówić Warhol. – Przerwał na chwilę zdziwiony. – Bo masz jego obraz w sypialni?
- Mam? Nie wiem. Przyjaciółki mi tu urządzały. Może być. – Ogarnął ją spojrzeniem. – Dla mnie będziesz Bella. Bo jesteś piękna i masz włoską urodę. – Powrócił do pocałunków.
- Ustalone? – Zapytała ledwo dysząc i z podniecenia, i ze zmęczenia. Na filmach rozmowa podczas całowania wyglądała na łatwiejszą.
- Yhymm – mruknął i rzucił ją na kanapę. Dla pewności podszedł do głównych drzwi i zamknął je na klucz. – Skoro znowu jesteś w moim domu to wiedz, że to jest salon – położył się na niej.
- Coś czuję, że zwiedzę znacznie więcej pomieszczeń – zaśmiała się i lekko ugryzła go w wargę.
Ich rozmowa została zawieszona gdzieś między dyszeniem a jękami.
Teraz bowiem byli zbyt zajęci swoimi ciałami tak bardzo spragnionymi fizycznej
bliskości.
*
Huh, znowu mi się zmienia czcionka pod koniec.
Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje.
Zawsze przeklejałam z worda i nigdy coś takiego mi się nie działo. No nic.
Może znowu coś przypadkiem powciskałam niepotrzebnie.
Pod nagłówkiem, gdzie znajdują się strony, jest zakładka 'easier this way' [ostatnia z prawej].
Właśnie tam znajdziecie spis i przekierowanie do rozdziałów, jakby ktoś szukał ; )
[tak, tak. ścigamy się z WalkingDead, która od której zerżnie więcej szablonowych pomysłów, nawet podświadomie. Bywa. I tak się kochamy < 3]
Natchniona folderem, który znalazłam na zapomnianym dysku, wracam do mojego starego zwyczaju.
Gifenfold ; )
Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje.
Zawsze przeklejałam z worda i nigdy coś takiego mi się nie działo. No nic.
Może znowu coś przypadkiem powciskałam niepotrzebnie.
Pod nagłówkiem, gdzie znajdują się strony, jest zakładka 'easier this way' [ostatnia z prawej].
Właśnie tam znajdziecie spis i przekierowanie do rozdziałów, jakby ktoś szukał ; )
[tak, tak. ścigamy się z WalkingDead, która od której zerżnie więcej szablonowych pomysłów, nawet podświadomie. Bywa. I tak się kochamy < 3]
Natchniona folderem, który znalazłam na zapomnianym dysku, wracam do mojego starego zwyczaju.
Gifenfold ; )
Tak, brawa dla ZV, że przetrwał burzę ; *

Czekaj, dodam do siebie gifa :DD A jak już uczyć się (ściągać, hahaha), to od najlepszych! *skromniś*
OdpowiedzUsuńNo, a co do odcinka, to wiesz przecież, ze beznadziejny, co ja tu mam pisać. Jakbym JA użyła słowa "gej" w domyśle do Briana, w jakikolwiek sposób, to byś mnie zjadła.. Ale dobra, będę cierpieć w milczeniu. I kropka, z powagą. Michelle to dzikus, ale to było do przewidzenia, taaaaak ją kochasz :DD I w sumie niech sobie dalej naiwnie myśli, że ma szanse. Jak już ją Dani brutalnie uświadomi, to będzie weselej <3. Uwielbiam Nancię, aa, jaram się bardzo, jest najlepsza (idk why). Daniyah się nudzi, więc idzie do Briana, tak ^^ Powieś mu jeszcze obraz Pollocka, to będę go lubić. Artystycznie, ręka, noga, mózg na ścianie, sama zacznę takie malować.
Mam nadzieję, że już wiesz, jak bardzo mi się nie podoba ten rozdział. No. :* I wcale nie czekam na kolejny odcinek.
A gdzie porąbany Picasso? Jak może nie być Picassa? Wychodzę! Weź mi tu nie mów na Briana gej okej? hahahaha się zrymowało :D
OdpowiedzUsuńTak w ogóle to podoba mi się to opowiadanie, ciekawe mhhhh.
Michelle nie odpuszcza, ciekawe jak weszła do domu. Jak sobie wyobrażę minę Briana jaką musiał mieć to leżę i kwiczę serio. Soryyyy kochana, nie ten adres. Ale Daniyah trafiła ponownie pod właściwy adres :D I rozpoczęła zwiedzanie od salonu :P Duży ma dom ten nasz Brian?
Wiesz jak już musisz, to napisz en kolejny to przeczytam :) A tak serio to pisz szybko !!!!
Loveee <
Joan <3