We can try another blend.

We can try another blend.
Avenged Sevenfold. Fikcja literacka.

sobota, 9 listopada 2013

13.

13. To, co ma i tak spaść, należy popchnąć.

7 lipca 2012


Blondwłosa hipiska miała w sobie mieszane uczucia. Zajęło jej dwa miesiące przezwyciężenie swojego strachu i niepewności, która w niej drzemała z tym, co miała zamiar zrobić. Dopiero co odnowiła relacje z Daniyah i nie chciała ich w żaden sposób zepsuć. Poniekąd już to robiła, w końcu obiecała zerwać kontakt z Michelle, a to właśnie dla niej wstała wcześnie rano i tkwiła pod domem jej Briana.
- Jakbym jeszcze miała pewność, że akurat dzisiaj będą mieli schadzkę. – Mruknęła pod nosem i poprawiła okulary przeciwsłoneczne.

Zeszłej nocy spotkała się z Moną i na samo wspomnienie jej gorących pocałunków bezwiednie dotknęła szyi wyczuwając przyspieszony puls. Policzki nabierały coraz bardziej różowego odcienia, kiedy dłonią zjechała w dół swojego ciała. Zaklęła cicho będąc wściekła na siebie, że założyła wąskie jeansy, w dodatku z długimi nogawkami. Naraz przypomniała sobie, że znajduje na świeżym powietrzu, naprzeciwko domu Briana, człowieka, którego znała tylko z opowieści a podjęła się jego śledzenia. Kiedy uświadomiła sobie, jak głupie to z jej strony, wstała z ławki, na której do tej pory siedziała, poprawiła bluzkę i kolejny raz okulary.
- Studiuję prawo, a to jest niemoralne. Michelle zrozumie. – Powiedziała do siebie chcąc się usprawiedliwić, kiedy to zobaczyła. – A niech mnie! – Pisnęła ściągając okulary i mrużąc oczy, by odgonić nierzeczywisty widok.  

Niestety, Daniyah Moore wchodząca do domu Briana Hanera była jak najbardziej realna, a stała się jeszcze bardziej, kiedy wpiła się w usta mężczyzny.

Nancia nie wiedziała co z sobą zrobić. Tępo wpatrywała się w zamknięte już drzwi za dwójką kochanków i jej zdumienie zaczęło przekształcać się w złość. Wyciągnęła nerwowo telefon i wybierając numer do Chelle naszła ją myśl. Nie, to byłoby zbyt proste. Przejrzała listę kontaktów i wybrała inny numer.
- Conrad, budź się. Teraz. – Nakazała słysząc zaspany głos po drugiej stronie. – Potrzebuję twojej pomocy.

Neeson przestał słuchać Nan w momencie, w którym uświadomił sobie, że jego wieloletnie starania były na nic. Czyli już po pierwszym zdaniu wypowiedzianym przez blondynkę.
- Możesz się na chwilę przymknąć? – Warknął. – Nie słyszę swoich myśli.
- Co w takim razie zamierzasz? – Spytała skołowana machając ręką w stronę domu naprzeciwko którego się znajdowali. Nawet nie chciała myśleć, że właśnie w tej chwili jej najlepsza przyjaciółka pieprzy się z facetem jej nowej przyjaciółki. Ciężki warkot wydobył się z jej ust, kiedy dotarło do niej, że to wszystko działo się dosłownie koło niej przez ostatnie kilka miesięcy, o ile nie dłużej.
- Nic jej nie powiem. – Odezwał się ku jej zdumieniu Conrad. – I ty też.

Nancia sfrustrowana zostawiła Conrada przed domem Hanera. Nie bardzo wiedziała jak ma się teraz zachowywać naturalnie, więc wstąpiła do swojego kolegi po małą pomoc. Wchodząc do mieszkania  Yah rozebrała się do naga i odpaliła pierwszego skręta.

W tym samym czasie Conrad zobaczył wychodzącą z dużego domu Dani. Nawet z daleka widział tańczące iskry w jej oczach i uśmiech; szczery, szeroki, taki, jakiego jemu nigdy nie posłała. Ogarnęła go złość, że ten dupek nawet nie odprowadził jej do drzwi. Zaraz potem dopadło go zdziwienie, że Moore zakochała się w kimś takim. I już wiedział, że nie może poślubić kobiety, która kocha innego.

Daniyah nie czuła na sobie wzroku, który przewiercał ją na wskroś przez całą drogę. Radośnie kroczyła chodnikiem nie spodziewając tego, co miało nadejść. I nie chodziło wcale o nagą Nancię w jej mieszkaniu czy słowną potyczkę z narzeczonym.

#

Michelle siedziała u swojej siostry. Źle dobrała słowa i Val zrozumiała, że związek jasnowłosej z Brianem się zakończył. Od kilku godzin próbowała ją pocieszyć, że jeszcze się zejdą, a Mich nie miała siły na kolejne tłumaczenie. Zresztą, Valary już zdążyła wypić dwa drinki przygotowane przez Matta i chciała naprawiać całe zło tego świata. 

Matthew za to doskonale zrozumiał swoją szwagierkę. Co prawda nie powiedziała dokładnie co się stało, ale najwyraźniej jego przyjaciel znowu coś sprzeprzył. Spojrzał na swoją żonę z miłością i w duchu podziękował, że z nią nie ma takich problemów.

Chelle jakby usłyszała jego myśli, bo nagle wstała i niewiele mówiąc wyszła z ich domu robiąc przy tym dziwną minę.
- Widzimy się wieczorem? – Krzyknął za nią, ale nie uzyskał odpowiedzi.

DiBenedetto miała nadzieję, że Nancia spotka się z nią osobiście. Bardzo chciała wiedzieć czego Clay się dowiedziała, ale zamiast tego dostała jednego smsa. Pamiętasz obraz, który kupiłaś na wystawie mojej przyjaciółki?
Tak, co z nim? – Odpisała.
Niech to będzie twój prezent dla Briana.
Michelle spojrzała zdziwiona na wyświetlacz. Nie widziała w tym żadnego sensu.
Znalazłaś ją? – Napisała nie biorąc pod uwagę wcześniejszej wiadomość.
Po prostu zawieś ten pieprzony obraz u niego w domu, na widoku. Widzimy się wieczorem, wszystko wytłumaczę.

Uwierzyła jej i skierowała się w stronę swojego domu po wspomniany obraz. Całą drogę do domu Gatesa była wściekła na siebie, że nie wzięła samochodu. Wielki obraz był bardzo nieporęczny, a ona nie miała dużo czasu.

- Wszystkiego najlepszego! – Przybrała swój najpiękniejszy uśmiech, zacisnęła zęby i pocałowała Briana. – Mam nadzieję, że ci się spodoba. – Dodała, mimo że nie obchodziło jej czy prezent mu się spodoba. Nawet nie wiedziała dlaczego Nan kazała jej oddać dzieło Daniyah, kiedy dobrze wiedziała, że Mich była w nim zakochana. Nawet już wisiał w jej małym saloniku nad kominkiem.
- Nie musiałaś – wymruczał Bri i obdarował ją namiętnym pocałunkiem. – Gdzie go powiesimy?

Michelle zgrabnie ominęła kolejny pocałunek i odgarniając włosy do tyłu, powiedziała:
- Przy schodach będzie najlepiej.

- Zgrabnie nam to poszło – Brian wyprężył się z dumą trzymając młotek w prawej ręce. – Jestem bohaterem!
- Chyba w swoim domu – mruknęła Mich pod nosem – tak, jestem z ciebie dumna. – Dodała głośno. – Widzimy się wieczorem w klubie, czy teraz się zbierasz i jedziemy do mnie?
- Wiesz, że nie lubię tych waszych-moich urodzinowych imprez. – Westchnął.
- To dla mnie ważne. Długo to organizowałam i naprawdę..
- Dobrze, już dobrze. Spotkamy się na miejscu, może być?

Kiwnęła głową zgadzając się, w duchu wiedząc, że Brian nie zjawi się na imprezie. Wieczór z pewnością spędzi ze swoją kochanką. Wychodząc z domu szukała jakiegokolwiek kłamstwa, którym tym razem mogłaby nakarmić przyjaciół. Niestety, nic nie przychodziło jej do głowy.

#

Brian upewniwszy się, że Chelle już nie zawróci wyciągnął swój telefon i wybrał numer, który tak dobrze znał na pamięć.
- Masz czas? – Zapytał. Uśmiechnął się słysząc odpowiedź, a w myślach już planował jak wyznać miłość pięknej Belli.

Przejechał swoją dłonią po jej nagich plecach. Delikatnie zadrżała. Doskonale wiedział jak sprawić jej przyjemność. Krążył palcem rysując wzory, rozkoszując się jej płytkim oddechem. Podniosła się, a jej ciemne włosy rozsypały się po jego ręce. Doprowadzała go do szaleństwa, do uzyskiwania pokładów namiętności, o których istnieniu nie miał pojęcia. Szybko przewrócił się na plecy i niechlujnie sięgnął po paczkę papierosów leżącą na nocnej szafce. Odpalił jednego i kątem oka dostrzegł, że zmieniła pozycję i teraz widział jej twarz.
- O czym myślisz? – Usłyszał jej ochrypnięty, zmysłowy głos.
- O nas. – Odpowiedział szczerze. – Powiesz mi jak się nazywasz?
- Dlaczego teraz? – Zapytała z lekkim strachem i zmrużyła gniewnie oczy.
- Bo dzisiaj mija rok, odkąd ze sobą sypiamy.
Wypuściła ze świstem powietrze i zobaczył w jej oczach zmianę.
- Bo nie wiem, jak inaczej mogę ci wyznać miłość – dodał niezrażony.

Bella zerwała się na nogi, jakby właśnie przypalił ją papierosem.
- Zwariowałeś?! – Krzyknęła ubierając się w pośpiechu. – Nie, nie, nie, nie możesz! Ja nie mogę! Nie!
- Hej, uspokój się! – Założył bokserki i wybiegł za kobietą na korytarz. – Nie ma w tym nic złego. – Dodał spokojniej, ale ona go już nie słuchała.
- Skąd to masz? – Zapytała zszokowana.
- To? – Wskazał na obraz wiszący na ścianie nad schodami. – Dostałem jako prezent urodzinowy.
- Od kogo – Wydało mu się, że jej głos zadrżał.
- Czy to ważne?
- Tak! – Krzyk Belli zdziwił go na tyle, że odpowiedział.
- Od Michelle.
- To twoja dziewczyna? – Nie rozumiał ciemnowłosej. Nie widział związku, przecież to ona nie chciała poznawać nikogo z jego życia. Nie, żeby chciał jej przedstawić Michelle.
- To.. Skomplikowane.

Były jego urodziny. Kolejny raz stał i patrzył, jak kobieta wybiega z jego domu. Przeklął pod nosem, przeczesał palcami włosy i wrócił do sypialni. Z myślą, że nie potrzebuje w życiu dramy, jaką wprowadza Bella, zaczął się zbierać na imprezę, by dołączyć do swojej Michelle.

- Patrzcie kto przyszedł!
- Niemożliwe!
- Wszystkiego najlepszego chłopie!
Z każdej strony atakowały go słowa ze strony najlepszych przyjaciół. Podniósł kieliszek, który podał mu Johnny i wykrzyczał swoje przybycie próbując przekrzyczeć tym samym głośną muzykę.
- Jednak jesteś – obrócił się do Chelle.
- Jestem. – Zobaczył jej sprzeciw, kiedy nachylił się, by ją pocałować.
- Co się..

Brian nie zdążył dokończyć pytania, bo właśnie w tym momencie do klubu wpadły dwie młode kobiety. Michelle radośnie pomachała do nich i już po sekundzie wisiała u jasnowłosej na szyi.
- Bri, poznaj Nancię. – Uśmiechnęła się szeroko ciagle przytulając smukłą blondynkę. – Nan, to Brian.
- Cześć! – Haner uśmiechnął się szeroko. Był pewny, że dziewczyna była na mocnym haju, bo chyba nie jest możliwe, żeby ktoś był tak pozytywnie nastawiony do życia jak ona w tym momencie. Chwycił Michelle oplatając ją lewym ramieniem i poczekał na drugą kobietę.
- A to autorka obrazu, który dzisiaj ode mnie dostałeś – wykrzyczała Mich. – Daniyah! Poznaj Briana.
- Muszę się napić. – Powiedzieli jednocześnie Bri i Dani.    


*


3 komentarze:

  1. Daniyah i Brian mnie denerwują, idk, dziś jestem po stronie rozsądku i uczciwości ;p Brawo Nan, nigdy bym nie wpadła na taką akcję, a tu ona ogarnia taką profesjonalną strategię i wszystko idzie zgodnie z planem ;) Kurczę, szkoda mi Michelle. Brian traktuje ją jak szmatę i gra na jej uczuciach, nie fair. No ale karma jest suką, także zakończenie pewnie zniszczy mi mózg ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brian jak cię kocham, to teraz mnie strasznie, ale to strasznie wkurzasz. Okropecznie, że tak powiem! Nan mistrzyni dedukcji. Naprawdę szkoda mi Michelle, jeszcze tak będzie że Haner zostanie na lodzie i będzie się zastanawiał po co mu to było? Będzie jeszcze jeden?
    Lovee<3
    Joan :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, a więc czy ja Ci już mówiłam, że uwielbiam Twoich bohaterów i kontrowersyjny sposób pisania?
    Nie? Więc mówię : UWIELBIAM!
    Kurde, z Briana to jest taki pieron, że ja nie nadążam za całą tą historią i za nim tym bardziej! Nie przepadam za Michelle, ale w tym opowiadaniu jest mi jej nawet żal, nie wiem jak Ty tego dokonałaś :D A Haner niech się lepiej zdecyduje, bo wreszcie ja go kopnę w dupę!

    looove, Jenny :*

    OdpowiedzUsuń