We can try another blend.

We can try another blend.
Avenged Sevenfold. Fikcja literacka.

środa, 30 października 2013

12.

UWAGA!
Odcinek z przekleństwami oraz sceną erotyczną.
Nie odpowiadam za straty moralne po przeczytaniu.


12. Czy potrafisz sam dać sobie własne zło i własne dobro, i swoją wolę zawiesić nad sobą jako prawo?

16 maja 2012

Ciche zgrzytnięcie drzwi zmusiło Daniyah do odłożenia książki, w którą się wczytywała od kilku godzin. Lekko wyciągnęła się w fotelu nasłuchując kroków w korytarzu swojego mieszkania. Podparła się na swojej dłoni; nagle ściana wydała jej się fascynująca.
- Przyniosłam ci jedzenie.

Moore pożałowała odłożenia Tropiciela, jednak wiedziała, że teraz powrót do świata kreowanego przez Pattersona nie wchodzi w rachubę. To pokazałoby jej ignorancję, a ona za wszelką cenę chciała pozostać niewzruszona, z może nawet pusta.

- Dani, musisz coś jeść. Od miesiąca nie wychodzisz z domu.. – Nancia podeszła do przyjaciółki. – Dan! Czy ty się w ogóle przebrałaś od mojej ostatniej wizyty? – Nie doczekała się odpowiedzi. – Wyglądasz jakbyś nie sypiała. Koniec z tym. – Zadecydowała twardym głosem Clay. – Małżeństwo z Conradem to nie wyrok. Daję ci ultimatum. W tym momencie się ogarniasz, albo okopcę cię z góry na dół. I będę przy tym nago. – Ostrzegła.

Ona nic nie rozumie, pomyślała Yah. Nie mogę jej powiedzieć, nie mogę..

- Conrad, to przecież fajny facet. Wydawało mi się, że się dogadywaliście. To znaczy, zanim przestałaś się odzywać. A było to miesiąc temu i..
- Czy ty naprawdę sądzisz, że to chodzi o niego?! – Zbeształa się w duchu, ale nie mogła słuchać tych kretyńskich tłumaczeń. Nikt jej nie rozumiał. – Oczywiście, że nie chcę ślubu, ale to nie ma nic do rzeczy!
Tym razem Nancia nie odpowiedziała, za to przytuliła mocno ciemnowłosą.
- Już się bałam, że ktoś ci obciął język – uśmiechnęła się lekko. – To o co chodzi? Musisz mi powiedzieć. Proszę.
- Straciłam wenę. Nie umiem już malować. – Powiedziała po dłuższej ciszy. Nie było to prawdą, ale faktycznie od kilku miesięcy nie była w pracowni; musiało wystarczyć.

Clay wolno podeszła do przyjaciółki i po raz kolejny mocno ją przytuliła. Nie znała słów, które mogłyby ją pocieszyć, więc postanowiła po prostu być przy niej.

#

Brian wstał od stołu i z uśmiechem pozbierał brudne talerze.
- Christ, ja zmywam ty wycierasz – kiwnął na przyjaciela, który zaszczycił jego oraz Michelle na obiedzie.
- To będzie piękny widok – zaśmiała się Mich widząc nieprzekonaną minę Johnny’ego.
Bri pocałował czubek głowy DiBenedetto i jeszcze raz kiwnął głową w stronę przyjaciela. 

- Aż się miło na was patrzy – zagadnął Seward wycierając pierwszy talerz.
- Miło jest móc tak robić. – Powiedział cicho Haner.
Zmywali dalej w ciszy zupełnie nieświadomi, że nie byli sami w kuchni.
- Tak.. normalnie jest. – Dodał Gates.
Johnny nie dał się jednak oszukać i pod maską radości, pod szerokim uśmiechem i spełnianiem obowiązków partnerskich, zobaczył niedosyt.
- Zakończyłeś co miałeś zakończyć. Dawno temu, prawda? – Wzbierała w nim złość, ale powstrzymywał się od wybuchu. Chociaż jego limit zaufania do Briana zmalał już kilka miesięcy wcześniej. Gdy długo nie otrzymywał odpowiedzi, dodał mocniejszym tonem – Brian, prawda?
- Tak. – Odpowiedział z naciskiem. – Nie.. nie wiem! – Odłożył z cichym brzdękiem talerz do zlewozmywaka.
- Co to znaczy?! – Szeptem wykrzyczał Seward.
- Tak jak kazałeś nie rozmawiałem z nią od.. od wtedy. Ale..
- Nie ma ale. Jesteś z Michelle, albo nie jesteś. – Syknął Christ. – Kurwa mać. Tak trudno trzymać ci kutasa w spodniach?!
- Ja pierdole, przecież mówię ci, że się z nią nie widziałem od ośmiu miesięcy! Zostałem wierny dzięki tobie, o panie. – Wysyczał Brian.

Michelle wycofała się na korytarz. Zacisnęła zęby, małe dłonie schowała pod pachy, by pięściami nie uderzyć w ścianę. Od początku miałam rację. Od samego początku, chodziło jej po głowie jak mantra. Po cichu weszła do salonu i wyciągnęła swój telefon.

#

Moore poczuła się lepiej. Co prawda podała przyjaciółce inną prawdę, ale nie mogła jej powiedzieć o swoim romansie z Warholem. Czy raczej jego brakiem. Była wściekła na siebie, bo nie wiedziała czy jej depresja to brak kontaktu z nim, czy z braku seksu z nim. Postanowiła nie roztrząsać tego, przynajmniej nie teraz. Nancia dopiero co wyszła po odebraniu ważnego telefonu, pewnie od gubernatora. Nie miała jej tego za złe, w końcu załatwiał jej posadę w prokuraturze, a wręcz przeciwnie. To był moment, który potrzebowała dla siebie. Chciała usiąść i pomyśleć. Nie zdążyła tego zrobić;  ktoś zapukał do jej drzwi.

- Co ty tu..? – Wytatuowany mężczyzna od drzwi rzucił się na nią i pożerał łakomymi pocałunkami.
- Nie mogłem wytrzymać bez ciebie – wychrypiał.
Nie umiała go zbesztać, oddała się pieszczotom.

Tym razem nie zabroniła mi zapalić. Uśmiechnęła się lekko, jednocześnie wzdrygając się z przyjemności na wspomnienie ich zbliżenia. Nie dała mu się jednak nacieszyć spełnieniem. Nachyliła się nad nim i pocałowała go wdychając tym samym dym papierosa. Cicho mruknął z zadowolenia. Posłała mu chytry uśmiech i koniuszkiem języka naznaczyła trasę od jego ogolonej szyi, przez umięśnione wytatuowane ramiona, aż do koniuszków palców lewej ręki. Ssając jego palec wskazujący nie ukrywała podniecenia ukazującego się w jej oczach. Przeniosła się na jego brzuch i wycałowała drogę do podbrzusza mężczyzny. Z premedytacją ominęła krocze i musnęła nogę, najpierw jedną, za chwilę drugą. Liżąc przyrodzenie Warhola wyczuła jego ruch, kątem oka zobaczyła jak nerwowo gasi papierosa i już po chwili znajdowała się pod nim czując go całego w sobie. Jęknęła przeciągle wyżej unosząc swoje biodra. Nie wytrzymała i krzyknęła z rozkoszy. Po głowie krążyło jej ciche kocham cię, którego tak bardzo nie chciała usłyszeć. Które budziło jej przerażenie, a była przekonana, że zostało powiedziane. Nie chcąc o tym myśleć mocno wbiła paznokcie w jego plecy pomagając mu tym samym osiągnąć szczyt. Opadł na nią, a Dani mogła przysiąc, że tym razem ugryzł się w język, na którego końcu jawiło się kolejne kocham cię.

#

Nancia dopijała swoją kawę, ciągle czekając na wyjaśnienia Michelle. Miała tego powoli dosyć. Zostawiła przyjaciółkę w potrzebie, bo Mich przez telefon wydawała się być roztrzęsiona. Powinna była przewidzieć, że to tylko zagrywka, gdyż teraz siedziała przed nią silna i niezależna kobieta, która nie znała wyrazu strach.
- Przepraszam, ale muszę się zbierać. – Powiedziała wstając od stołu.
- Brian mnie zdradza. – Po takim wyzwaniu Nan spodziewała się potoku łez, kiedy jednak podniosła wzrok zobaczyła, że Chelle pozostała niewzruszona. Zaniepokojona usiadła z powrotem na swoim miejscu. – Chcę, żebyś mi pomogła znaleźć tę sukę.

Clay zaniemówiła. Potrząsnęła głową, jakby nie dowierzała własnemu słuchowi.
- Pomożesz, czy nie?
- Co mam zrobić? – Odpowiedziała ku swojemu zaskoczeniu.

#


Daniyah wzięła długi prysznic. Nie łudziła się, że to zmyje z niej poczucie winy, za które chciała się zlinczować. Zaprzyjaźniła się z Conradem – owszem, ale ciągle myśl o jej ślubie z nim przyprawiała ją o dreszcze. Pocałunki Warhola – o tak, to były dreszcze, które przyjmowała z wdzięcznością. Uśmiech sam wszedł na jej twarz, szybko odwróciła się w stronę strumienia wody. Nie pomogło. Czuła się szczęśliwa.   


*    

1 komentarz:

  1. Hohohhohoh Kochana! Dzieje się oj dzieje! Atmosfera podgrzewa się do wrzenia. A coś czuję, że to będzie dopiero początek. Mhhh? Ty wiesz, co tygryski lubią najbardziej! Czekam na więcej, a to się porobi!
    Lovee<3
    Joan:)

    OdpowiedzUsuń