We can try another blend.

We can try another blend.
Avenged Sevenfold. Fikcja literacka.

wtorek, 1 października 2013

10.

10. Właśnie fakty nie istnieją, jedynie interpretacje.

1 października 2011

Spowiedź.

Zachód słońca sprawiał wrażenie niespiesznego staruszka, który nie chce wracać do pustego domu. Ostatnie promienie dzielnie przedzierały się przez grubą warstwę burzowych chmur chcąc jeszcze choćby na chwilę ogrzać jedyną parę na plaży.

Siedzieli w bezruchu przez kilka minut. Niezbyt blisko, niezbyt daleko od siebie. Ot, przyjaciele pragnący wyciszenia. Klucz mew przeleciał idealnie nad taflą wody. Mimo że siedzieli kilka metrów od brzegu, gwar ptaków doszedł do ich uszu. Mężczyzna zadrżał mimo woli. Nie chciał jej poganiać, ale nie był przygotowany na taki obrót sprawy. Teraz jego nagie ręce zaczynały odczuwać chłód i nawet ta gorąca kobieta obok nie mogła zmienić stanu rzeczy.

- Chciałabym, żeby było jak dawniej. – Odezwała się głośno. Wiatr igrał z jej włosami, ale wydawała się tego nie zauważać. Dyskretnie spojrzał na nią, ale jej wzrok był utkwiony gdzieś daleko za linią oceanu. – Nie rozumiem Nanci. – Ciągnęła ciemnowłosa. – Dlaczego orgie z obcymi ludźmi jej nie przeszkadzają, a jeden numerek z nami tak? Jestem jakaś gorsza od jej innych zdobyczy?

Conrad zdawał sobie sprawę, że były to pytania czysto retoryczne, ale nie umiał powstrzymać się od komentarza.

- Naprawdę, Daniyah? To cię teraz smuci? – Kiedy pokiwała głową, westchnął ciężko i się do niej przysunął. – Tu nie chodziło o przyjemność czy o przeszkadzanie, jak to ujęłaś, ale właśnie o to, że to byliśmy my. A konkretniej ty. Jak sama zauważyłaś, daleko ci do jej innych zdobyczy, nie patrz tak! – Przerwał na chwilę widząc gniew Dani – Chodzi mi o to, że Nan traktuje cię jak siostrę. I mówiąc kolokwialnie, nie umie znieść myśli, że cię zaliczyła. Ciekawe co myśli o mnie.. – Conrad się zadumał co wywołało cichy śmiech Moore.
- Kiedy tak to ujmujesz to jest w tym sens.

Neeson zadowolony z siebie zaczął powoli wstawać, ale kiedy nie zobaczył jakiejkolwiek reakcji ze strony Daniyah usiadł ze zrezygnowaniem.

- Kochanie, nie chcę cię ponaglać, ale jest niesamowicie zimno. – Tym razem usiadł bliżej niej. – Jednak widzę, że jeszcze coś cię gnębi.
- Nie pozwalaj sobie, Neeson – szturchnęła go pod żebra, ale posłała mu słaby uśmiech. – Nan chyba znalazła sobie nową przyjaciółkę..
- Kobieto, nie załamuj mnie. – Conrad zaczął się śmiać, ale widząc, że Yah mówi poważnie, uspokoił się. – Jestem przekonany, że kiedy tylko sobie poukłada twoje urodziny w głowie to do ciebie wróci. Nie baw się w zazdrosną żonę, co? Poza tym, jesteście jak Bonnie i Clyde, bez siebie długo nie wytrzymacie – ostatnie zdanie wprowadziło ciemnowłosą w śmiech.

Wstała i otrzepała się z piasku. Podała dłoń Conradowi. Nie mogła wyzbyć się uczucia, że ktoś się im przygląda. Słońce właśnie zaszło.

#

Spontaniczność nie prowadzi do niczego dobrego.

Skład Avenged Sevenfold, ukruszony o gitarzystę Gatesa, siedział w barze hotelowym gdzieś na północy Stanów.
- Dopiero co wyjeżdżaliśmy z domu, a tu już październik. – Rzucił basista Johnny.
- No co ty nie powiesz, Sherlocku? – Zza butelki wyjrzał na niego drugi gitarzysta Zacky. Panowie wymienili kilka wulgarnych gestów między sobą, co bardzo rozśmieszyło wokalistę Matta.

Prawda była taka, że czuli się starzy. Starzy i zużyci. Trasa koncertowa nie była już taką przygodą jak kilka lat wcześniej, hotele, w których się zatrzymywali przypominały bardziej pałace, niż rock’n’rollowe motele, gdzie za młodu mogli robić co chcieli, a koncerty nie dawały im już tej adrenaliny, której jeszcze niedawno tak bardzo potrzebowali do życia. Nawet życie za kulisami nie przypominało tego dawnego. Na stołach zamiast tłustych hamburgerów z potrójnymi serami, stały misy wypełnione mięsami, a między nimi zdrowe sałatki. Zamiast litrów wódki, po koncercie wypijali po piwie, czy dwóch i grzecznie szli do łóżek. Imprezy branżowe zamiast do kaca, doprowadzały ich do zmęczenia i chęci wzięcia gorącej kąpieli. Tak, zdecydowanie się zestarzeli. Mimo że każdy z nich odczuwał to samo, to żaden nie odważył się do tego przyznać. Zamiast tego zachowywali się jak małe dzieci próbując udowodnić reszcie jak bardzo im dobrze w życiu na walizkach.

- Zróbmy coś szalonego – powiedział Zach, ale jego zdanie poniosło się echem bez żadnej odpowiedzi. Może dlatego, że w jego głosie zabrakło ekscytacji czy jakiejkolwiek emocji, a może dlatego, że był to ich pierwszy wolny dzień od ponad miesiąca i żadnemu z zebranych panów nie chciało się nawet ruszyć małym palcem u stopy.

- Chłopcy, więcej życia! – Usłyszeli znajomy głos, ale nim którykolwiek zdążył odpowiedzieć, padło pytanie: - A gdzie mój Brian?

Mimo że to Zacky był prowodyrem szaleństwa, to Johnny poczuł się w odpowiedzialności ugościć Michelle.
- Bri pojechał zrobić ci niespodziankę – podrapał się za uchem. Śmiech Mich zabrzmiał niczym setki dzwoneczków i skłonił resztę panów do wstania i przywitania się z nią.
- Już czytamy sobie w myślach – rozpłynęła się sama w sobie. – Skoro przejechałam taki kawał drogi, to może mi chociaż zaproponujecie piwo?

Sanders stłumił w sobie westchnienie, bo jednak wolałby tę drugą bliźniaczkę, ale dzielnie wstał, przybrał uśmiech i zarządził przejście do jego pokoju.

- Piwo wylewa mi się bokami. Chodźcie na wódkę. – Christ i Vengeance wstali szybko nie chcąc, by Chelle zobaczyła ich w tak opłakanym stanie.

Cóż, mus to mus, pomyśleli. Wódka sama się nie wypije.

#

Seksapil nosi purpurowy gorset.

Daniyah upierała się, by Conrad jej nie odprowadzał pod same drzwi, trochę wbrew sobie. Co prawda Neeson nie należał do bardzo umięśnionych mężczyzn, ale jednak przy nim czuła się bezpieczniej, niż bez niego. W szczególności, że odczuwała na sobie wzrok osoby trzeciej. Jednak nazywała się Moore, była włoszką i to wystarczyło, by Conrad odpuścił. Zostawił ją dwie przecznice od jej kamienicy, przy oświetlonej drodze, inaczej sam bowiem nie mógłby na siebie spojrzeć. Teraz Dani żałowała swojego oślego uporu, a z każdym krokiem rozglądała się wokół siebie.

Nagle poczuła za sobą czyjś oddech. Serce załomotało jej jak oszalałe, krew odeszła z twarzy i Dani była przekonana, że wygląda w tej chwili jak duch. W trudem i bardzo głośno przełknęła ślinę. Zaprzeczając prawom logiki, zamiast uciekać do widocznych już drzwi prowadzących do jej mieszkania, obróciła się i z odwagą spojrzała w oczy potencjalnemu napastnikowi.

- Warhol? – Zdążyła tylko odetchnąć z ulgą, zanim poczuła jego usta na swoich.
- Nie mogłem bez ciebie wytrzymać – wychrypiał.
- Trzeba było zadzwonić. – Powiedziała z urazą.
- Dzwoniłem, nie odbierałaś.

Akurat z tym argumentem nie mogła się sprzeczać. Spojrzała w okno swojej kuchni; było ciemne. Szybko skalkulowała ile czasu minęło od jej wyjścia i wiedząc, że Clay musiała opuścić mieszkanie kilka godzin wcześniej, spojrzała na towarzysza.

- Wejdziesz?

Purpurowy gorset, który na siebie włożyła idealnie podkreślał jej kształty. Czy nie zauważyła, czy nie chciała zauważyć wiadomości od przyjaciółki – przeszła obok karteczki strącając ją ze stolika.  Poprawiła włosy.
- Chcę zapomnieć. – Wydała rozkaz.
- Sprawię, że nie będziesz myślała o niczym innym. Tylko o mnie. – Powiedział z pewnością siebie Warhol.
A ona mu uwierzyła.



*



3 komentarze:

  1. Nareszcie!!!! Odcinek! Początek taki nastrojowy, szkoda że między Dani i Nan się popsuło. Mam nadzieję, że się poprawi. Conrad niby gdzieś z boku, ale jest. Jednak może na niego liczyć. Czyżby faceci się wypalili? Nie, to nie może być starość. Brian pojechał do Michelle? Akurat. Długo nie wytrzymał. z niecierpliwością czekam na to, co będzie dalej! Bo Tuck <3

    OdpowiedzUsuń
  2. AW YISS <3 Lubię! Bardzo! Dumna jestem cholernie, wyszło tak ładnie, nawet lepiej niż przed przerwą ;) + w kolejnym chcę Nan, bo tak, bo lubię Nan <3 Czekam na nowy, jakoś tak przywróciłaś mi wiarę w ff, może nawet wrócę do kilku innych oprócz Twojego c;

    OdpowiedzUsuń
  3. Ty wiesz na co czekam! :D ;* niemniej jednak W KOŃCU 10 ! <3
    N.

    OdpowiedzUsuń