10. Właśnie fakty nie istnieją, jedynie interpretacje.
1 października 2011
Spowiedź.
Zachód słońca sprawiał wrażenie niespiesznego staruszka,
który nie chce wracać do pustego domu. Ostatnie promienie dzielnie przedzierały
się przez grubą warstwę burzowych chmur chcąc jeszcze choćby na chwilę ogrzać
jedyną parę na plaży.
Siedzieli w bezruchu przez kilka minut. Niezbyt blisko,
niezbyt daleko od siebie. Ot, przyjaciele pragnący wyciszenia. Klucz mew
przeleciał idealnie nad taflą wody. Mimo że siedzieli kilka metrów od brzegu,
gwar ptaków doszedł do ich uszu. Mężczyzna zadrżał mimo woli. Nie chciał jej poganiać, ale nie był przygotowany na taki obrót sprawy. Teraz jego
nagie ręce zaczynały odczuwać chłód i nawet ta gorąca kobieta obok nie mogła
zmienić stanu rzeczy.
- Chciałabym, żeby było jak dawniej. – Odezwała się głośno. Wiatr
igrał z jej włosami, ale wydawała się tego nie zauważać. Dyskretnie spojrzał na
nią, ale jej wzrok był utkwiony gdzieś daleko za linią oceanu. – Nie rozumiem
Nanci. – Ciągnęła ciemnowłosa. – Dlaczego orgie z obcymi ludźmi jej nie
przeszkadzają, a jeden numerek z nami tak? Jestem jakaś gorsza od jej innych
zdobyczy?
Conrad zdawał sobie sprawę, że były to pytania czysto
retoryczne, ale nie umiał powstrzymać się od komentarza.
- Naprawdę, Daniyah? To cię teraz smuci? – Kiedy pokiwała
głową, westchnął ciężko i się do niej przysunął. – Tu nie chodziło o
przyjemność czy o przeszkadzanie, jak to ujęłaś, ale właśnie o to, że to
byliśmy my. A konkretniej ty. Jak sama zauważyłaś, daleko ci do jej innych
zdobyczy, nie patrz tak! – Przerwał na chwilę widząc gniew Dani – Chodzi mi o
to, że Nan traktuje cię jak siostrę. I mówiąc kolokwialnie, nie umie znieść
myśli, że cię zaliczyła. Ciekawe co myśli o mnie.. – Conrad się zadumał co wywołało
cichy śmiech Moore.
- Kiedy tak to ujmujesz to jest w tym sens.
Neeson zadowolony z siebie zaczął powoli wstawać, ale kiedy
nie zobaczył jakiejkolwiek reakcji ze strony Daniyah usiadł ze zrezygnowaniem.
- Kochanie, nie chcę cię ponaglać, ale jest niesamowicie
zimno. – Tym razem usiadł bliżej niej. – Jednak widzę, że jeszcze coś cię
gnębi.
- Nie pozwalaj sobie, Neeson – szturchnęła go pod żebra, ale posłała mu słaby uśmiech. – Nan chyba znalazła sobie nową przyjaciółkę..
- Kobieto, nie załamuj mnie. – Conrad zaczął się śmiać, ale widząc, że Yah mówi poważnie, uspokoił się. – Jestem przekonany, że kiedy tylko sobie poukłada twoje urodziny w głowie to do ciebie wróci. Nie baw się w zazdrosną żonę, co? Poza tym, jesteście jak Bonnie i Clyde, bez siebie długo nie wytrzymacie – ostatnie zdanie wprowadziło ciemnowłosą w śmiech.
- Nie pozwalaj sobie, Neeson – szturchnęła go pod żebra, ale posłała mu słaby uśmiech. – Nan chyba znalazła sobie nową przyjaciółkę..
- Kobieto, nie załamuj mnie. – Conrad zaczął się śmiać, ale widząc, że Yah mówi poważnie, uspokoił się. – Jestem przekonany, że kiedy tylko sobie poukłada twoje urodziny w głowie to do ciebie wróci. Nie baw się w zazdrosną żonę, co? Poza tym, jesteście jak Bonnie i Clyde, bez siebie długo nie wytrzymacie – ostatnie zdanie wprowadziło ciemnowłosą w śmiech.
Wstała i otrzepała się z piasku. Podała dłoń Conradowi. Nie mogła
wyzbyć się uczucia, że ktoś się im przygląda. Słońce właśnie zaszło.
#
Spontaniczność nie
prowadzi do niczego dobrego.
Skład Avenged Sevenfold, ukruszony o gitarzystę Gatesa,
siedział w barze hotelowym gdzieś na północy Stanów.
- Dopiero co wyjeżdżaliśmy z domu, a tu już październik. –
Rzucił basista Johnny.
- No co ty nie powiesz, Sherlocku? – Zza butelki wyjrzał na niego drugi gitarzysta Zacky. Panowie wymienili kilka wulgarnych gestów między sobą, co bardzo rozśmieszyło wokalistę Matta.
- No co ty nie powiesz, Sherlocku? – Zza butelki wyjrzał na niego drugi gitarzysta Zacky. Panowie wymienili kilka wulgarnych gestów między sobą, co bardzo rozśmieszyło wokalistę Matta.
Prawda była taka, że czuli się starzy. Starzy i zużyci.
Trasa koncertowa nie była już taką przygodą jak kilka lat wcześniej, hotele, w
których się zatrzymywali przypominały bardziej pałace, niż rock’n’rollowe
motele, gdzie za młodu mogli robić co chcieli, a koncerty nie dawały im już tej
adrenaliny, której jeszcze niedawno tak bardzo potrzebowali do życia. Nawet życie
za kulisami nie przypominało tego dawnego. Na stołach zamiast tłustych
hamburgerów z potrójnymi serami, stały misy wypełnione mięsami, a między nimi
zdrowe sałatki. Zamiast litrów wódki, po koncercie wypijali po piwie, czy dwóch
i grzecznie szli do łóżek. Imprezy branżowe zamiast do kaca, doprowadzały ich do zmęczenia i chęci wzięcia gorącej kąpieli. Tak, zdecydowanie się zestarzeli. Mimo
że każdy z nich odczuwał to samo, to żaden nie odważył się do tego przyznać. Zamiast
tego zachowywali się jak małe dzieci próbując udowodnić reszcie jak bardzo im
dobrze w życiu na walizkach.
- Zróbmy coś szalonego – powiedział Zach, ale jego zdanie poniosło
się echem bez żadnej odpowiedzi. Może dlatego, że w jego głosie zabrakło ekscytacji
czy jakiejkolwiek emocji, a może dlatego, że był to ich pierwszy wolny dzień od
ponad miesiąca i żadnemu z zebranych panów nie chciało się nawet ruszyć małym
palcem u stopy.
- Chłopcy, więcej życia! – Usłyszeli znajomy głos, ale nim
którykolwiek zdążył odpowiedzieć, padło pytanie: - A gdzie mój Brian?
Mimo że to Zacky był prowodyrem
szaleństwa, to Johnny poczuł się w odpowiedzialności ugościć Michelle.
- Bri pojechał zrobić ci niespodziankę – podrapał się za
uchem. Śmiech Mich zabrzmiał niczym setki dzwoneczków i skłonił resztę panów do
wstania i przywitania się z nią.
- Już czytamy sobie w myślach – rozpłynęła się sama w sobie. – Skoro przejechałam taki kawał drogi, to może mi chociaż zaproponujecie piwo?
- Już czytamy sobie w myślach – rozpłynęła się sama w sobie. – Skoro przejechałam taki kawał drogi, to może mi chociaż zaproponujecie piwo?
Sanders stłumił w sobie westchnienie, bo jednak wolałby tę
drugą bliźniaczkę, ale dzielnie wstał, przybrał uśmiech i zarządził przejście do
jego pokoju.
- Piwo wylewa mi się bokami. Chodźcie na wódkę. – Christ i
Vengeance wstali szybko nie chcąc, by Chelle zobaczyła ich w tak opłakanym
stanie.
Cóż, mus to mus, pomyśleli. Wódka sama się nie wypije.
#
Seksapil nosi
purpurowy gorset.
Daniyah upierała się, by Conrad jej nie odprowadzał pod same
drzwi, trochę wbrew sobie. Co prawda Neeson nie należał do bardzo umięśnionych
mężczyzn, ale jednak przy nim czuła się bezpieczniej, niż bez niego. W szczególności,
że odczuwała na sobie wzrok osoby trzeciej. Jednak nazywała się Moore, była
włoszką i to wystarczyło, by Conrad odpuścił. Zostawił ją dwie przecznice od
jej kamienicy, przy oświetlonej drodze, inaczej sam bowiem nie mógłby na siebie
spojrzeć. Teraz Dani żałowała swojego oślego uporu, a z każdym krokiem
rozglądała się wokół siebie.
Nagle poczuła za sobą czyjś oddech. Serce załomotało jej jak
oszalałe, krew odeszła z twarzy i Dani była przekonana, że wygląda w tej chwili
jak duch. W trudem i bardzo głośno przełknęła ślinę. Zaprzeczając prawom logiki,
zamiast uciekać do widocznych już drzwi prowadzących do jej mieszkania,
obróciła się i z odwagą spojrzała w oczy potencjalnemu napastnikowi.
- Warhol? – Zdążyła tylko odetchnąć z ulgą, zanim poczuła jego
usta na swoich.
- Nie mogłem bez ciebie wytrzymać – wychrypiał.
- Trzeba było zadzwonić. – Powiedziała z urazą.
- Dzwoniłem, nie odbierałaś.
- Nie mogłem bez ciebie wytrzymać – wychrypiał.
- Trzeba było zadzwonić. – Powiedziała z urazą.
- Dzwoniłem, nie odbierałaś.
Akurat z tym argumentem nie mogła się sprzeczać. Spojrzała w
okno swojej kuchni; było ciemne. Szybko skalkulowała ile czasu minęło od jej
wyjścia i wiedząc, że Clay musiała opuścić mieszkanie kilka godzin wcześniej,
spojrzała na towarzysza.
- Wejdziesz?
Purpurowy gorset, który na siebie włożyła idealnie
podkreślał jej kształty. Czy nie zauważyła, czy nie chciała zauważyć wiadomości
od przyjaciółki – przeszła obok karteczki strącając ją ze stolika. Poprawiła włosy.
- Chcę zapomnieć. – Wydała rozkaz.
- Sprawię, że nie będziesz myślała o niczym innym. Tylko o mnie. – Powiedział z pewnością siebie Warhol.
- Sprawię, że nie będziesz myślała o niczym innym. Tylko o mnie. – Powiedział z pewnością siebie Warhol.
A ona mu uwierzyła.

Nareszcie!!!! Odcinek! Początek taki nastrojowy, szkoda że między Dani i Nan się popsuło. Mam nadzieję, że się poprawi. Conrad niby gdzieś z boku, ale jest. Jednak może na niego liczyć. Czyżby faceci się wypalili? Nie, to nie może być starość. Brian pojechał do Michelle? Akurat. Długo nie wytrzymał. z niecierpliwością czekam na to, co będzie dalej! Bo Tuck <3
OdpowiedzUsuńAW YISS <3 Lubię! Bardzo! Dumna jestem cholernie, wyszło tak ładnie, nawet lepiej niż przed przerwą ;) + w kolejnym chcę Nan, bo tak, bo lubię Nan <3 Czekam na nowy, jakoś tak przywróciłaś mi wiarę w ff, może nawet wrócę do kilku innych oprócz Twojego c;
OdpowiedzUsuńTy wiesz na co czekam! :D ;* niemniej jednak W KOŃCU 10 ! <3
OdpowiedzUsuńN.