Hello!
To znowu ja.
Tytułem wstępu - opowiadanie pełno dystansowe, mam cichą nadzieję, że się przyjmie.
With love, z.
To znowu ja.
Tytułem wstępu - opowiadanie pełno dystansowe, mam cichą nadzieję, że się przyjmie.
With love, z.
1. Co ci mówi sumienie? Powinieneś stać się tym, kim jesteś.
Romantyzm.
Ach, gdzież on się podział w tych czasach?
Ach, gdzież on się podział w tych czasach?
Jej ciało dało mu pozwolenie. Pewnie ujął jej biodra i
zgrabnie posadził na kuchennym blacie. Wspomagany głośnymi jękami, szybko
ściągnął swoją niepotrzebną w tym momencie część garderoby i zdecydowanym
ruchem wszedł w kobietę. Ekstaza, którą się obdarowywali wyrażała więcej niż
słowa. Nie byli zdolni do myślenia, nie w tym momencie. Stosunek, pełny
namiętności jak i brutalności, zwieńczyły ich głośne urywane oddechy – znak, że
skończyli.
Zeskoczyła z blatu, poprawiła zmierzwione włosy i nic nie
mówiąc ruszyła ku drzwiom.
- Nie zostaniesz na jeszcze jedną rundkę? – Zapytał zakładając
koszulkę.
- Jeszcze jedną? – Zaśmiała się perliście. – Może innym razem, jestem wykończona. Pa.
- Do zobaczenia.
- Jeszcze jedną? – Zaśmiała się perliście. – Może innym razem, jestem wykończona. Pa.
- Do zobaczenia.
Nie poświęcając więcej uwagi kobiecie wyciągnął z lodówki
piwo i z lekkim uśmiechem wrócił do salonu, by dokończyć oglądanie przerwanego
filmu.
#
Pokój, miłość i nieporozumienia.
Już w progu swojego mieszkania wyczuła znajomy zapach. Nie
miała siły nawet załamać rąk.
- Nancia, chowaj to zioło, bo jak słowo daję, wyrzucę je
razem z tobą. – Ostrzegawczo powiedziała ściągając buty.
Hardo weszła do małego salonu i od razu się wycofała.
- Zwariowałaś? Może wreszcie wynajmiesz coś własnego, ty naturystko. – Była, nie tyle oburzona, co po prostu zła. Miała nadzieję, że najlepsza przyjaciółka pomoże jej wymigać się ze spotkania, na które wcale nie miała ochoty iść, a zastała ją totalnie zjaraną, leżącą nago i w dodatku śpiewającą swoje hipisowskie piosenki. Długowłosa blondynka zdawała się nie przejmować niczym.
- Zwariowałaś? Może wreszcie wynajmiesz coś własnego, ty naturystko. – Była, nie tyle oburzona, co po prostu zła. Miała nadzieję, że najlepsza przyjaciółka pomoże jej wymigać się ze spotkania, na które wcale nie miała ochoty iść, a zastała ją totalnie zjaraną, leżącą nago i w dodatku śpiewającą swoje hipisowskie piosenki. Długowłosa blondynka zdawała się nie przejmować niczym.
- Kochanie, nie bądź taka surowa. Każdy powinien chociaż raz
połączyć się z naturą. – Odparła ze śmiechem. – No, Daniyah. Śmiało, dołącz do
mnie.
- A czy mogłabyś się łączyć z naturą na przykład w ogrodzie
twoich rodziców? Albo w parku? Albo gdziekolwiek, byle nie w moim salonie? – Z żałością
kilka razy uderzyła czołem w ścianę. – Nie mam do ciebie czasami siły, wiesz..
Nie chcąc tracić tej resztki, która jej została, weszła do
aneksu kuchennego i nastawiła wodę na kawę. Nim czajnik zagwizdał, drobna
blondynka oplatała ją swoimi długimi rękami wokół szyi, przytulając się do jej
pleców. Daniyah odwróciła się i z czułością spojrzała na Nancię.
- Pojechali do Woodstock bez ciebie?
- Tak. Kazałam im jechać. W końcu jutro prowadzę swoją
pierwszą sprawę w sądzie. – Puściła przyjaciółkę z uśmiechem i ciaśniej
zawiązała swój szyfonowy szlafrok. – Kupiłam go specjalnie dla ciebie, żebyś
się tak mną nie stresowała. – Pokazała jej język.
- Wcale się nie stresuję! – Kiedy tylko te słowa wyszły z
jej ust, uświadomiła sobie, że tak się właśnie zachowuje. Zaśmiały się i Dani
kręcąc głową zaparzyła dwie kawy.
- Masz dziś randkę z Conradem, hę? A tak w ogóle, to gdzie ty
się podziewałaś cały poranek?
- To wcale nie jest randka, to po pierwsze. Miałaś mi pomóc się z tego wykręcić, ale co tam. Lepiej sobie kupić zioło i zakopcić mi mieszkanie, a co. – Niby z wyrzutem odcięła się ciemnowłosa. – A co ja mogłam robić cały poranek? Byłam w księgarni, potem trochę się pokręciłam bez celu i oto wróciłam.
- Byłaś w księgarni i nie kupiłaś żadnej książki? Akurat. – Nancia udała, że nie zauważyła rumieńców na twarzy Moore i mimo, że czuła kłamstwo w powietrzu, postanowiła, że poczeka.
- To wcale nie jest randka, to po pierwsze. Miałaś mi pomóc się z tego wykręcić, ale co tam. Lepiej sobie kupić zioło i zakopcić mi mieszkanie, a co. – Niby z wyrzutem odcięła się ciemnowłosa. – A co ja mogłam robić cały poranek? Byłam w księgarni, potem trochę się pokręciłam bez celu i oto wróciłam.
- Byłaś w księgarni i nie kupiłaś żadnej książki? Akurat. – Nancia udała, że nie zauważyła rumieńców na twarzy Moore i mimo, że czuła kłamstwo w powietrzu, postanowiła, że poczeka.
W końcu nie ma nic gorszego, niż nieporozumienia, a
zgadywanie i szukanie w ciemno, zazwyczaj właśnie tak się kończyło.
#
Idioci. Idioci wszędzie.
- Dani Moore, wyglądasz jak zawsze oszałamiająco!
Uśmiechnęła się z przymusem, czego na szczęście mężczyzna nie
zauważył, a w duchu przyrzekła sobie, że przy najbliższej okazji mu wygarnie. Dani, cóż za kretyński skrót. Skoro już
dostała imię takie, a nie inne, to wolała, żeby używano go w pełnej wersji.
- Daniyah. – Poprawiła go, nim zdążyła ugryźć się w język.
Spojrzał na nią zdziwiony. – Proszę, mów mi Daniyah. – Walcząc z myślami
rozłożyła ręce. – Witaj, Conrad.
Kiedy się uśmiechnął na jego policzkach pojawiły się urocze
dołeczki. Skrzywiła się mimo woli.
- Cały jesteś uroczy. – Dopiero, kiedy Neeson spojrzał na nią dziwnie, dotarło do niej, że powiedziała to na głos.
- A czy to coś złego? – Tym razem to ona posłała mu zdziwione spojrzenie. – Powiedziałaś to, jakbym był bynajmniej kryminalistą.
- Bynajmniej to synonim od słowa wcale. – Nim zdążyła się powstrzymać, prawa ręka z hukiem zderzyła się z jej czołem.
- Och. – Jego komentarz tylko ją rozbawił. – Więc, Daniyah. Chyba jak na jeden raz już dość udowadniania mojej głupoty?
- Matko, mam wrażenie, że lepiej dogadałabym się z kilkulatkiem.
- Och. – Tym razem nie powstrzymała się przed przewróceniem oczyma – wiesz, muszę cię jednak przeprosić. Przypomniało mi się, że mam coś bardzo ważnego do załatwienia.
- Cały jesteś uroczy. – Dopiero, kiedy Neeson spojrzał na nią dziwnie, dotarło do niej, że powiedziała to na głos.
- A czy to coś złego? – Tym razem to ona posłała mu zdziwione spojrzenie. – Powiedziałaś to, jakbym był bynajmniej kryminalistą.
- Bynajmniej to synonim od słowa wcale. – Nim zdążyła się powstrzymać, prawa ręka z hukiem zderzyła się z jej czołem.
- Och. – Jego komentarz tylko ją rozbawił. – Więc, Daniyah. Chyba jak na jeden raz już dość udowadniania mojej głupoty?
- Matko, mam wrażenie, że lepiej dogadałabym się z kilkulatkiem.
- Och. – Tym razem nie powstrzymała się przed przewróceniem oczyma – wiesz, muszę cię jednak przeprosić. Przypomniało mi się, że mam coś bardzo ważnego do załatwienia.
Nie czekając na kolejny uszczypliwy komentarz, Conrad Neeson
odszedł szybkim krokiem. Moore wypuściła głośno powietrze i wzdychając
wyciągnęła telefon. Bawiła się nim bezmyślnie przez kilka minut, kiedy z
letargu wyrwał ją jakiś głos.
- Przepraszam, zgubiła się pani?
Rozejrzała się i wybuchła śmiechem.
- Nie. Stoję na chodniku i czekam na olśnienie.
Pan zadający to pytanie, nie odebrał odpowiedzi jako sarkazmu. Promiennie się uśmiechnął i odszedł w swoją stronę.
Pan zadający to pytanie, nie odebrał odpowiedzi jako sarkazmu. Promiennie się uśmiechnął i odszedł w swoją stronę.
Chwyciła się głowę.
- Co jest ze mną nie tak? – Mruknęła do siebie. – No, dalej. Olśnieniu, przyjdź. – Szukała w myślach momentu, kiedy przyjaciółka mogła jej coś dosypać do kawy. Przerwał jej dźwięk telefonu.
- Masz czas?
- Mam.
- Co jest ze mną nie tak? – Mruknęła do siebie. – No, dalej. Olśnieniu, przyjdź. – Szukała w myślach momentu, kiedy przyjaciółka mogła jej coś dosypać do kawy. Przerwał jej dźwięk telefonu.
- Masz czas?
- Mam.
Rozłączyła się, wrzuciła telefon to torebki i ruszyła w
stronę taksówek. Niewiele później stała przed drzwiami, z których wyszła
zaledwie kilka godzin wcześniej. Nie chcąc tracić czasu, od razu przeszli do
sypialni.
#
Bo dobra impreza…
Siedzieli w klubie wesoło rozmawiając i popijając wódkę.
- Michelle, gdzie się Bri zgubił?
Spojrzała na Matta, który czule obejmował jej bliźniaczkę. Nie mieli pojęcia, jak im zazdrości. Ukryła swój smutek pod maską współczucia i odpowiedziała.
- Źle się poczuł. Chciałam z nim zostać, ale upierał się, żebym szła sama i się dobrze bawiła. – Podniosła wysoko pełny kieliszek i zawołała do całej reszty zespołu – Bawimy się, ludzie! Za Gatesa, żeby następnym razem postawił tyle flaszek, na ilu imprezach nie był!
Spojrzała na Matta, który czule obejmował jej bliźniaczkę. Nie mieli pojęcia, jak im zazdrości. Ukryła swój smutek pod maską współczucia i odpowiedziała.
- Źle się poczuł. Chciałam z nim zostać, ale upierał się, żebym szła sama i się dobrze bawiła. – Podniosła wysoko pełny kieliszek i zawołała do całej reszty zespołu – Bawimy się, ludzie! Za Gatesa, żeby następnym razem postawił tyle flaszek, na ilu imprezach nie był!
Wywołało to gromkie brawa. Wypijając trunek do końca,
wszyscy ruszyli na parkiet. Tylko Valary wyczuła jej nastrój.
- Siostra, nie przejmuj się. Zobaczysz, że w końcu będziecie razem i wszystko się ułoży – czknęła pijacko i ze śmiechem pociągnęła Michelle w szalony taniec. Ta powstrzymała łzy cisnące się jej do oczu i postanowiła, że nigdy więcej nie da po sobie poznać swoich uczuć. Powtarzając ostatnie słowa siostry jak mantrę w głowie przywróciła sobie dobry humor.
- Siostra, nie przejmuj się. Zobaczysz, że w końcu będziecie razem i wszystko się ułoży – czknęła pijacko i ze śmiechem pociągnęła Michelle w szalony taniec. Ta powstrzymała łzy cisnące się jej do oczu i postanowiła, że nigdy więcej nie da po sobie poznać swoich uczuć. Powtarzając ostatnie słowa siostry jak mantrę w głowie przywróciła sobie dobry humor.
Bo w końcu wszystko się ułoży, prawda?
*
Hohoho!
No to tworzę, ale zbyt ambitnie to dziś nie będzie ;) Na początek się powtórzę żebyś zapamiętała ;p - pisać jak najbardziej! Dalej, wciąż nie tracę nadziei na spełnienie mojego marzenia do co Nancii, ale w sumie lepszy "wolny strzelec" niż taka całkowicie określona hetero :DD Daniyah (swoją drogą, zajebiste imiona) też chyba polubię. Szczera jest <3 Daniel na zdjęciu wygląda absolutnie uroczo (w tym względzie zgadzamy się z Daniyah ^^). Michelle starą panną, heherehe, to było do przewidzenia (wiem, jak ją kochasz, wiem :D). Czekam na kolejny rozdział. Bez sugestywnego poganiania, po prostu czekam :>
OdpowiedzUsuńNo, no, no! ;D
OdpowiedzUsuńTe imiona dziewczyn nie wiem czemu przypominają mi Japonie... Wiem, wiem mam od jakiegoś czasu shizę. Akcja zaczyna się rozkręcać. Domyślam się co będzie dalej. Czekam na next'a. ;>
~Fallen
Ho ho ho :) Fajnie się zaczyna. Ciekawie, ciekawie. Nic na razie nie jest tak oczywisto oczywiste. Podoba mi się. Zacieram rączki i czekam, co będzie dalej. Pisać oczywiście, nie ma innej opcji :)
OdpowiedzUsuńJoan :)
Tak właśnie czekałam, czy w końcu pojawi się coś od ciebie :) I jestem pozytywnie zaskoczona, że to coś w tym stylu! Imiona są po prostu genialne, ja zawsze mam z tym jakiś problem ;p Już uwielbiam Nancie, nieokreślona, intrygująca, ciekawa postać. A Daniyah zaciekawia mnie od pierwszego zdania, fajna dziewczyna :D
OdpowiedzUsuńWątek z sevenfoldami się pojawił - kasia luuuubi ;] Mało na razie, ale czekam na rozwój sytuacji i połączenie tych wątków. I Michelle w końcu taka ludzka, chyba w pierwszym opowiadaniu, które czytam, a czytałam ich już wiele. Ale w żadnym na Hanera nie ma szans, taaaka szkoda ;p
Czekam na kolejne odcinki, bardzo dobry początek !
love, Jenny :*